Panna młoda odc. 131: Beyza odkręca kurki z gazem! Chce zabić Cihana i Hancer!

Fadime wyszła przed rezydencję z ostrożnością właściwą komuś, kto od rana tłumił w sobie gniew. Na podjeździe stał Melih, oparty o niebieski samochód. Wpatrywał się gdzieś przed siebie, pogrążony we własnych myślach.

Kobieta podeszła do niego bez słowa i postawiła na klapie bagażnika szklankę gorącej herbaty. Para uniosła się znad jej powierzchni.

Już miała odejść, ale głos syna zatrzymał ją w miejscu.

— Nie porozmawiasz ze mną?

Fadime odwróciła się powoli. W jej oczach nie było ciepła, tylko zmęczenie i narastające rozdrażnienie.

— Dobrze — powiedziała chłodno. — Tym razem niczego nie będę dusić w sobie. Mam nadzieję, że przemyślałeś moje słowa. I nie udawaj przede mną, że nie rozumiesz, o czym mówię. Chodzi o Sinem.

Zmierzyła go surowym spojrzeniem.

— Gdybyś tylko mógł, ogłosiłbyś całemu światu przez megafon, że jesteś w niej zakochany.

Melih westchnął cicho i sięgnął po szklankę.

— Mamo, dobrze wiesz, co czuję do Sinem. Nie zmienię zdania. I tak… gdybym mógł, już dawno powiedziałbym wszystkim wprost. Ale czekałem na odpowiedź Sinem.

Fadime zmarszczyła brwi.

— Więc odpowiedziała ci? Naprawdę zaszło to aż tak daleko?

Na twarzy Meliha pojawił się lekki uśmiech.

— Można powiedzieć, że z Bożą pomocą weszliśmy na tę drogę.

— Czyli ona też coś do ciebie czuje? Przyznała się?

Melih spojrzał na matkę z lekkim rozbawieniem.

— A co? Myślałaś, że twój syn nie może się spodobać takiej kobiecie jak Sinem? Że nie jest jej godzien?

— Synu… — Fadime pokręciła głową. — Chciałabym powiedzieć, że zasługujesz na kogoś lepszego, ale ty zachowujesz się jak człowiek, który stracił rozum.

Zbliżyła się o krok i ściszyła głos.

— Jesteś od niej o wiele wyżej.

Melih natychmiast spoważniał.

— Mamo, nie waż się.

Zmarszczył czoło, a w jego głosie pojawiła się stanowczość.

— Wiem, do czego zmierzasz. I nie pozwolę ci mówić o niej w ten sposób.

Fadime uniosła ręce w geście bezradności.

— Synu, Sinem jest wdową. Naprawdę nie rozumiesz, co taki związek sprowadzi na twoją głowę? Ona ma dziecko. To dziecko zawsze będzie częścią waszego życia. A pani Mukadder? Kiedy się dowie, rozpęta piekło.

— Powtarzam ci, że nic mnie to nie obchodzi. — Melih mówił już coraz pewniej. — I dlaczego dziecko miałoby być dla mnie ciężarem? Mine bardzo mnie lubi. Ja też ją polubiłem.

Fadime patrzyła na niego z niedowierzaniem.

— Widzę, że jesteś kompletnie zaślepiony. Zniszczysz nie tylko siebie, ale i nas wszystkich. Pan Cihan jest dobrym człowiekiem, rozsądnym człowiekiem… ale nie chcesz mieć go przeciwko sobie.

Melih uśmiechnął się gorzko.

— Naprawdę tak myślisz? Pani Mukadder też uważała, że Hancer nie jest odpowiednią kobietą dla Cihana. A mimo to pan Cihan stanął przeciw wszystkim, żeby jej bronić. Jeśli ktoś taki jak on szanuje miłość, to dlaczego miałby sprzeciwić się mnie?

Spojrzał matce prosto w oczy.

— Dla mnie to nie jest żadna chwilowa fascynacja. Kocham Sinem. Co mam z tym zrobić?

Na moment jego głos złagodniał.

— Dopiero się poznajemy, to prawda. Ale z czasem wszystko się ułoży. Dla niej jestem gotów zaryzykować wszystko. Wystarczy, że się zgodzi… a wtedy porozmawiam z panem Cihanem. Powiem mu otwarcie, że chcę się z nią ożenić.

Fadime zamilkła, jakby zabrakło jej argumentów.

Melih chwycił szklankę z herbatą, po czym odsunął się od samochodu.

— I nic tego nie zmieni, mamo — rzucił spokojnie, kończąc rozmowę.

Odwrócił się i odszedł, zostawiając Fadime samotną na środku podjazdu.

Fadime stawia szklankę z herbatą na klapie bagażnika samochodu. Melih stoi obok i przygląda się jej.

***

Wieczorem dom letniskowy wypełnił się ciepłym światłem lamp i spokojnymi głosami dobiegającymi z jadalni. Na stole pojawiły się grillowane mięsa, sałatki i świeży chleb, a atmosfera była tak swobodna i rodzinna, jakby wszyscy na chwilę zapomnieli o problemach świata.

Engin siedział naprzeciwko Yasemin, żartując co chwilę, podczas gdy Cihan i Hancer wymieniali ukradkowe spojrzenia pełne czułości.

Tylko jedna osoba nie mogła znieść tego widoku.

Ukryta w ciemnym korytarzu Beyza obserwowała ich, a każdy śmiech wbijał się w nią jak cierń. Zaciskała dłonie tak mocno, że paznokcie niemal wbijały się w skórę.

Nagle ciszę rozdarł dźwięk telefonu.

Beyza gwałtownie zbladła. W pośpiechu wyciągnęła komórkę z torebki i przyciszyła dzwonek dłonią.

— Co się stało, Gulsum? — wyszeptała nerwowo.

— Pani Beyzo, jest już prawie północ — odezwała się spanikowana pokojówka. — Pani Mukadder ciągle o panią pyta. Nie wiem, jak długo dam radę ukrywać pani nieobecność. To tylko kwestia czasu, zanim wejdzie do pani pokoju.

Beyza obejrzała się nerwowo w stronę jadalni.

— Gulsum, ciszej! — syknęła. — Myślisz, że siedzę tutaj dla przyjemności? Słuchaj mnie uważnie. Nie pozwól nikomu zauważyć, że mnie nie ma. Ciocia nie może niczego podejrzewać. Rozumiesz?

Nie czekając na odpowiedź, rozłączyła się i ponownie zbliżyła do drzwi.

Przy stole Cihan właśnie uniósł kieliszek.

— Dziękuję wam, że dziś przyszliście — powiedział spokojnym, ciepłym głosem. — Dzięki wam ten dzień stał się jeszcze piękniejszy.

Spojrzał na Hancer z takim uczuciem, że Beyzę aż ścisnęło w żołądku.

— Po raz pierwszy w życiu pozwoliłem sobie marzyć. O świecie, w którym jesteśmy tylko my dwoje. Bez chaosu, bez ludzi próbujących nas rozdzielić. I dziś zrobiliśmy pierwszy krok ku temu marzeniu.

Hancer uśmiechnęła się lekko.

— Kilka lat temu kupiłem działkę — ciągnął Cihan. — Wtedy nie wiedziałem jeszcze po co. A teraz rozumiem, że czekała właśnie na Hancer. Tak samo jak ja czekałem na nią. Postanowiliśmy wybudować tam nasz dom.

Beyza przewróciła oczami z rosnącą wściekłością.

Jakie to romantyczne… — pomyślała jadowicie.

Hancer spuściła wzrok, jakby trochę zawstydzona jego słowami.

— Kiedy wychodziłam za mąż, nie miałam wielkich marzeń — przyznała cicho. — Szczerze mówiąc, bałam się. Myślałam tylko o tym, jak poradzę sobie z tym gniewnym, nieprzewidywalnym mężczyzną.

Engin uśmiechnął się pod nosem, a Yasemin spojrzała na Cihana rozbawiona.

— Ale później zaczęłam poznawać prawdziwego Cihana — mówiła dalej Hancer. — Człowieka ukrytego pod tą maską złości. Zobaczyłam jego dobroć… jego serce… sposób, w jaki chroni ludzi, których kocha.

Jej głos zadrżał lekko od emocji.

— Nie potrzebuję wielkiej rezydencji ani luksusów. Mogłabym mieszkać z nim nawet w małym, starym domu.

Spojrzała prosto na męża.

— Dla mnie dom jest tam, gdzie jesteś ty.

Na moment przy stole zapadła cisza.

Cihan patrzył na nią tak, jakby poza nią nikogo więcej nie było na świecie.

Yasemin westchnęła z zadowoleniem.

— W końcu jesteście razem i naprawdę się uśmiechacie. A ja mam przeczucie, że już niedługo odwiedzicie mnie w gabinecie z bardzo dobrą wiadomością.

Hancer i Cihan spojrzeli po sobie z lekkim zakłopotaniem, ale na ich twarzach od razu pojawiły się uśmiechy.

— Mam nadzieję, że stanie się to szybciej, niż myślimy — powiedział Cihan. — Mój syn jest już w drodze… ale bardzo chciałbym mieć też córkę.

Świat Beyzy zatrzymał się w jednej sekundzie.

Poczuła się tak, jakby ktoś uderzył ją z całej siły prosto w pierś.

Córkę.

Cihan chciał córki.

Powietrze ugrzęzło jej w gardle. Przed oczami stanęły jej wydarzenia sprzed lat — strach, rozpacz i decyzja, którą podjęła, wierząc, że Cihan nigdy nie zaakceptuje dziewczynki. Że pragnie wyłącznie syna.

To właśnie przez tamtą aborcję Beyza na zawsze utraciła możliwość zostania matką.

Drżące dłonie oparła o ścianę, żeby nie upaść.

Tymczasem Cihan uśmiechnął się lekko i dodał:

— Córeczkę, która będzie wyglądała jak Hancer. Będzie miała jej oczy… jej serce… i jej sumienie.

Te słowa ostatecznie roztrzaskały Beyzę od środka.

Stała nieruchomo, blada i zdruzgotana, czując, jak zazdrość, żal i nienawiść mieszają się w niej w jedną niszczącą siłę.

Spojrzała w stronę roześmianych przy stole ludzi.

Jedzcie… śmiejcie się… cieszcie swoim szczęściem…— pomyślała z lodowatą wściekłością. — Bo to będzie wasza ostatnia kolacja.

Yasemin, Engin, Cihan i Hancer jedzą kolację.

***

Sinem stała przy kuchennej wyspie i powoli podgrzewała mleko dla Mine. W jasnej, przestronnej kuchni panowała cisza, przerywana jedynie cichym bulgotaniem rondelka i tykaniem zegara wiszącego na ścianie.

Kiedy przelewała mleko do kubka, nagle usłyszała za sobą kroki. Odwróciła się gwałtownie i aż drgnęła.

W progu stała Fadime.

— Siostro Fadime… przestraszyłaś mnie — powiedziała Sinem, przykładając dłoń do piersi.

Fadime spojrzała na nią chłodno.

— Ja ciebie przestraszyłam? — zapytała z gorzkim uśmiechem. — Ty chyba niczego się nie boisz. Zrozumiałam to po tym, co zrobiłaś.

Sinem zmarszczyła brwi.

— O czym mówisz? Co takiego zrobiłam?

Fadime podeszła bliżej. Jej spojrzenie było ostre i pełne tłumionej złości.

— Nie udawaj przede mną niewiniątka — rzuciła lodowato. — Wiem o tobie i Melihu.

Sinem znieruchomiała.

— Melih ci powiedział?

— Nie musiał. — Fadime pokręciła głową. — Wystarczyło patrzeć na was dwoje. Wszystko stało się jasne.

Przez chwilę mierzyła Sinem wzrokiem, jakby próbowała powstrzymać narastające emocje.

— Na początku myślałam, że to tylko chwilowe zauroczenie mojego syna — mówiła dalej. — Byłam pewna, że nawet jeśli Melih stracił rozsądek, ty zachowasz się dojrzale. W końcu jesteś wdową. Jesteś matką. Sądziłam, że odrzucisz tę relację i będziesz trzymać się od niej z daleka. Ale bardzo się pomyliłam.

Sinem zacisnęła dłonie na kubku.

— Fadime…

— Nie, teraz ty mnie wysłuchasz. — Kobieta uniosła głos. — Melih jest wolnym mężczyzną. Nigdy nie miał własnej rodziny, nie wie jeszcze, czym naprawdę jest odpowiedzialność. Ale ty? Ty masz dziecko! Powinnaś przede wszystkim myśleć o córce, a nie o miłosnych uniesieniach.

Sinem spuściła wzrok, lecz Fadime natychmiast zareagowała.

— Nie opuszczaj głowy, tylko posłuchaj mnie uważnie. Jeszcze możesz to naprawić. Dopóki pan Cihan i pani Mukadder o niczym się nie dowiedzieli, zakończ to. Przestań dawać mojemu synowi nadzieję.

W kuchni zapadła ciężka cisza.

Fadime zrobiła kolejny krok w stronę Sinem i ściszyła głos, ale zabrzmiał on jeszcze bardziej groźnie.

— Jeśli posuniesz się choćby o krok dalej… ja też zacznę mówić. Zapamiętaj to sobie.

Sinem podniosła na nią wzrok. W jej oczach pojawił się ból i upokorzenie.

— Teraz jesteś na mnie zła — ciągnęła Fadime. — Ale kiedyś będziesz mi dziękować. Będziesz się za mnie modlić.

Spojrzała wymownie na kubek mleka stojący w dłoniach Sinem.

— Pani Sinem… proszę naprawić ten błąd, zanim będzie za późno. Zrób to dla swojej córki. Żeby pewnego dnia nie musiała słuchać, że jej matka zakochała się w kierowcy.

Te słowa zabolały bardziej niż policzek.

Sinem pobladła. Przez chwilę wyglądała, jakby chciała coś odpowiedzieć, zaprzeczyć, obronić siebie i Meliha… ale żadne słowa nie przeszły jej przez gardło.

Odwróciła się tylko gwałtownie, chwyciła kubek z mlekiem i wyszła z kuchni, zostawiając Fadime samą pośród dusznej ciszy.

Fadime patrzy wściekle na Sinem.

***

Beyza wróciła do rezydencji późno w nocy. Jeszcze chwilę wcześniej stała w domu letniskowym, drżącymi rękami odkręcając wszystkie kurki gazowe w kuchni. Potem uciekła stamtąd w pośpiechu, niemal nie czując ziemi pod stopami.

Nie zauważyła jednak jednego. W chaosie i panice zostawiła w środku coś, co mogło ją pogrążyć — protezę ciążowego brzucha.

Kiedy zamknęła za sobą drzwi swojego pokoju, cisza rezydencji uderzyła ją mocniej niż jakikolwiek krzyk. Oparła się plecami o drzwi, ciężko oddychając. Dopiero teraz zaczynało do niej docierać, co naprawdę zrobiła.

Powoli podeszła do ławki stojącej przy łóżku i niemal bezwładnie na nią opadła. Jej dłonie drżały. Wpatrywała się przed siebie pustym wzrokiem, jakby próbowała obudzić się z koszmaru.

Po chwili w jej oczach pojawiły się łzy. Najpierw pojedyncze, ciche, potem coraz bardziej niepowstrzymane.

— Boże… co ja zrobiłam… — wyszeptała drżącym głosem.

Zacisnęła palce na materiale spodni. 

— Chciałam pozbyć się Hancer… tylko jej… — mówiła dalej, jakby próbowała usprawiedliwić samą siebie. — Ona zasłużyła na wszystko… ale Cihan…

Na dźwięk jego imienia głos całkowicie jej się załamał.

Beyza gwałtownie zakryła twarz dłońmi, a jej ramiona zaczęły drżeć od tłumionego szlochu. Wspomnienia wracały jedno po drugim — spojrzenie Cihana, jego głos, słowa o miłości do Hancer, o córce, którą chciałby mieć.

— Cihan… — wyszeptała przez łzy. — Ja nie chciałam… nie ciebie…

Ale nawet ona wiedziała, że jest już za późno, by cofnąć to, co zrobiła.

Jej ciało przeszył lodowaty dreszcz. Siedziała skulona na ławce, rozbita między nienawiścią, obsesją i nagłym, paraliżującym poczuciem winy, które zaczynało odbierać jej oddech.

***

Do tragedii jednak nie doszło.

W środku nocy Cihan nagle otworzył oczy. Przez krótką chwilę nie rozumiał, co go obudziło, lecz już po sekundzie poczuł duszący zapach gazu. Zerwał się gwałtownie z łóżka.

— Hancer! — krzyknął.

Dziewczyna nie reagowała. Leżała nieruchomo, oddychając płytko.

Serce Cihana ścisnął paniczny strach. Natychmiast otworzył okno, po czym chwycił Hancer w ramiona i wyniósł ją na zewnątrz domu. Chłodne nocne powietrze owiało ich twarze.

— Hancer, słyszysz mnie? Spójrz na mnie! — mówił gorączkowo, delikatnie klepiąc ją po policzku.

Drżącymi palcami sprawdził jej puls. Był wyraźny. Dopiero wtedy odetchnął odrobinę spokojniej.

Po chwili Hancer poruszyła powiekami. Otworzyła oczy i gwałtownie nabrała powietrza, krztusząc się, jakby ktoś dopiero przed chwilą wyciągnął ją spod wody.

— Co… co się stało? — zapytała słabym, zachrypniętym głosem.

Cihan uklęknął przy niej i odgarnął włosy z jej twarzy.

— Zatruliśmy się gazem — odpowiedział cicho. — Wszystkie kurki były odkręcone. Nie rozumiem, jak mogło do tego dojść.

Hancer zamknęła oczy, próbując sobie przypomnieć wieczór.

— Przed snem czyściłam kuchenkę… — wyszeptała. — Może odkręciłam je nieświadomie?

— Nie myśl teraz o tym. — Cihan objął jej twarz obiema dłońmi. — Już po wszystkim, moja piękna. Nic ci nie jest.

W oczach Hancer pojawiły się łzy.

— To moja wina… — powiedziała z drżeniem. — Prawie umarliśmy. Jak mogłam być tak nieostrożna?

Cihan natychmiast przyciągnął ją do siebie.

— Nie mów tak. Żyjemy. Dzięki Bogu oboje żyjemy i to jest najważniejsze.

Objął ją mocno, jakby bał się, że jeśli ją puści, znowu może ją stracić.

Jednak kiedy patrzył ponad jej ramieniem na ciemny dom, w jego oczach pojawił się cień niepokoju.

Wiedział jedno — nie da się przypadkiem odkręcić wszystkich kurków jednocześnie.

To nie był zwykły wypadek.

Ktoś musiał zrobić to celowo.

Cihan próbuje ocucić nieprzytomną Hancer.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 95.Bölüm i Gelin 96.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

Po rozwodzie z Warnke pomogli mu tylko oni. Stramowski ujawnia prawdę

Piotr Stramowski przez prawie 10 lat dzielił życie z Katarzyną Warnke, z którą we wrześniu 2019 roku doczekał się córki Heleny. Aktor nie kryje, że kiedy rozpadło…

Dziedzictwo odc. 960: Yusuf dowiaduje się o ślubie Nany i Poyraza!

Na komisariat wchodzą υrzędпiczki z opieki społeczпej. Ich pojawieпie się wywołυje пatychmiastową reakcję υ Caпa — chłopiec пa ich widok zaczyпa płakać i rzυca się do υcieczki….

Panna Młoda: 🔥 Nowe kłopoty Cihana i sekret Beyzy, który może zmienić wszystko!

Marcelina nie potrafi zaakceptować faktu, że Manuel poślubił Janę. Choć na początku wydawało się, że pogodziła się z ich szczęściem, bardzo szybko okazuje się, że w rzeczywistości…

Cihan odkrył intrygę Nusreta z dziennikarzem i zabrał Hancer do nowego domu! | Panna Młoda

Po nocy spędzonej w policyjnej celi, dokąd trafił po incydencie z natarczywym dziennikarzem, Cihan wraca do rzeczywistości, która okazuje się równie brutalna jak pobyt za kratami. Firma…

Tajemniczy List Wstrząsa Yamanem i Naną! Nic Już Nie Będzie Takie Samo | Dziedzictwo

Po śmierci Jimeny i odejściu Abla wydawało się, że w pałacu La Promesa wreszcie zapanuje choć odrobina spokoju. Mieszkańcy rezydencji próbowali wrócić do normalności po kolejnych tragediach, które wstrząsnęły…

Akacjowa 38” – Odcinek 911 :(streszczenie),,Lucía upokarza Samuela po oświadczynach! Prawda o Telmie wychodzi na jaw?

W 911. odcinku serialu „Akacjowa 38” najważniejszym wydarzeniem jest reakcja Lucíi na oświadczyny Samuela. Młoda kobieta nie potrafi podjąć natychmiastowej decyzji i postanawia dać sobie czas na…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page