Panna młoda odc. 129: Cihan rozpieszcza Hancer! Romantyczne chwile z dala od rezydencji!

Hancer stała przy otwartej walizce w jednej z sypialni domu letniskowego. Pokój był niewielki, ale przytulny — ściany pomalowane na delikatny pudrowy róż, jasne zasłony poruszające się lekko od wpadającego przez uchylone okno wiatru i ciepłe światło lampki nocnej sprawiały, że miejsce wydawało się niemal nierealnie spokojne.

Powoli układała ubrania w szafie, wygładzając każde z nich dłonią, jakby próbowała wraz z nimi uporządkować własne myśli. Po raz pierwszy od wielu dni nie słyszała krzyków, pretensji ani ciężkiej atmosfery rezydencji. Była tylko cisza.

Drzwi uchyliły się cicho.

Cihan oparł się ramieniem o framugę i przez chwilę po prostu jej się przyglądał. Na jego twarzy pojawił się łagodny uśmiech. Widok Hancer krzątającej się po pokoju działał na niego bardziej kojąco niż wszystko inne.

— Hancer, gdzie ty zniknęłaś? — zapytał ciepło.

Odwróciła się do niego z lekkim zaskoczeniem.

— Pracowałeś, więc pomyślałam, że wypakuję nasze rzeczy. Nie chciałam ci przeszkadzać.

Cihan wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi.

— A ja czekałem, aż moja piękna żona zrobi mi kawę — powiedział z udawanym wyrzutem.

Na ustach Hancer pojawił się delikatny uśmiech.

— Zaraz zrobię.

Odstawiła ubrania i ruszyła w stronę drzwi, ale Cihan szybko złapał ją za rękę i zatrzymał przy sobie.

— Poczekaj. Nie uciekaj tak ode mnie.

Spojrzała na niego pytająco.

— Może jesteś zła, że zostawiłem cię samą już pierwszego dnia — powiedział ciszej. — Ale naprawdę musiałem popracować.

W jego głosie pojawiło się zmęczenie, którego wcześniej starał się nie pokazywać.

Hancer od razu spoważniała.

— Sytuacja jest aż tak poważna?

Cihan westchnął lekko, po czym objął ją i przyciągnął do siebie, jakby właśnie w jej ramionach znajdował spokój, którego szukał od dawna.

— Przetrwamy to — odpowiedział spokojnie. — Miałem w życiu dużo gorsze dni.

Przymknął oczy i oparł policzek o jej włosy.

— A ty dajesz mi taką siłę, że mam wrażenie, że mogę poradzić sobie ze wszystkim. Naprawdę.

Hancer wtuliła się w niego mocniej.

— Zobaczysz — kontynuował miękko. — Naprawimy też relację z twoim bratem.

Jej spojrzenie momentalnie posmutniało.

— To może być trudne… — wyszeptała. — Teraz moja bratowa też jest na mnie zła.

Cihan odsunął się lekko i spojrzał jej w oczy.

— Dlaczego? Co się stało?

— Zadzwoniła do mnie. Oni naprawdę są w ciężkiej sytuacji. Poprosiła mnie o pieniądze… — głos Hancer zadrżał. — A ja… byłam tak pochłonięta naszymi problemami, że nie potrafiłam nawet spokojnie z nią rozmawiać.

W jej oczach natychmiast pojawiły się łzy.

Cihan delikatnie ujął jej twarz w dłonie. Jego dotyk był ciepły i spokojny.

— Nie pozwól, żeby te piękne oczy znowu się smuciły — powiedział cicho. — Posłuchaj mnie… Może jutro pojedziemy razem do twojego brata?

Hancer spojrzała na niego z niedowierzaniem.

— Naprawdę byś to zrobił?

— Oczywiście. Jeśli nas wyrzuci, przyjedziemy jeszcze raz. A potem kolejny. I kolejny, jeśli będzie trzeba. — Uśmiechnął się lekko. — Nie odejdziemy spod jego drzwi, dopóki nam nie wybaczy.

Hancer nie potrafiła powstrzymać uśmiechu. Był drobny, nieśmiały, ale szczery.

— Cokolwiek zdecydujesz — powiedziała cicho.

Cihan nachylił się i pocałował ją w czoło.

— Ale zanim zaczniemy ratować świat… — mruknął z rozbawieniem — moja żona zrobi nam kawę. Napijemy się razem. Tylko my dwoje.

Hancer zaśmiała się cicho po raz pierwszy od dawna tak lekko i naturalnie.

— Oczywiście.

Trzymając się za ręce, wyszli z pokoju. A dom, który jeszcze kilka godzin wcześniej był pusty i cichy, powoli zaczynał wypełniać się ciepłem ich wspólnego życia.

***

Siedzieli obok siebie na jasnej sofie w salonie domu letniskowego. Wieczorne światło miękko rozlewało się po wnętrzu, odbijając się od zielonych ścian i jasnych mebli kuchennych. W powietrzu unosił się zapach świeżo zaparzonej kawy i ciepło domowego spokoju, którego oboje tak długo byli pozbawieni.

Hancer siedziała zwrócona lekko w stronę Cihana, trzymając filiżankę obiema dłońmi. Patrzyła na niego z cichym uśmiechem, jakby wciąż nie mogła uwierzyć, że naprawdę zostawili za sobą tamten chaos.

Cihan dopił ostatni łyk kawy i odstawił filiżankę na spodek.

— Teraz, kiedy wypiłem kawę przygotowaną przez moją cudowną żonę, mogę wrócić do pracy — powiedział z zadowoleniem. — Naprawdę… twoje ręce są złote.

Hancer spuściła wzrok, lekko zawstydzona jego słowami.

— To tylko kawa.

— Nieprawda — odparł natychmiast. — Wszystko, czego dotykasz, staje się piękniejsze. Nawet ten dom wygląda inaczej odkąd tu jesteś.

W jej oczach pojawił się ciepły blask. Już miała coś odpowiedzieć, kiedy ciszę przerwał nagły dźwięk dzwonka do drzwi.

Hancer momentalnie zesztywniała.

— Kto to może być? — zapytała z niepokojem, ściszając głos. — Przecież nikt nie wie, że tu jesteśmy…

Cihan uspokajająco położył dłoń na jej ręce.

— Spokojnie. To pewnie Engin. Zapomniałem ci powiedzieć, że miał przyjechać z dokumentami. Trochę dziś popracujemy.

Wstał i ruszył do drzwi. Po chwili do środka wszedł Engin, trzymając pod pachą teczkę z dokumentami.

— Dobry wieczór, Hancer — powiedział uprzejmie. — Przepraszam, że przeszkadzam o tej porze, ale mam naprawdę dobrą wiadomość.

Cihan od razu spojrzał na niego uważniej.

— Jaką?

Na twarzy Engina pojawił się wyraźny cień optymizmu.

— Pamiętasz firmę, z której przedstawicielami spotkaliśmy się kilka tygodni temu? Dowiedzieli się, że rozwiązaliśmy poprzednią umowę. Skontaktowali się ze mną dziś po południu. Złożyli nową ofertę.

— I?

— Cena jest trochę niższa, ale… — Engin uniósł dokumenty — w obecnej sytuacji to dla nas ratunek. Ta umowa pozwoli wypłacić pensje pracownikom i ustabilizować sytuację firmy.

Na twarzy Cihana pojawiła się wyraźna ulga. Napięcie choć trochę opuściło jego ramiona.

— To naprawdę cudowna wiadomość, Enginie.

— W końcu coś zaczyna się układać — odpowiedział prawnik z lekkim uśmiechem.

— Enginie, jesteś głodny? — zapytała Hancer.

Mężczyzna zaśmiał się cicho i przetarł dłonią kark.

— Szczerze? Bardzo. Od rana nic nie jadłem.

Cihan spojrzał na niego z rozbawieniem.

— To dobrze trafiłeś. Hancer zrobiła makaron. Taki, że można zapomnieć o wszystkich problemach.

Hancer pokręciła głową z cichym śmiechem.

— Usiądźcie i zajmijcie się pracą. Zaraz wszystko przygotuję.

Ruszyła do aneksu kuchennego. Jej lekka sukienka poruszała się miękko przy każdym kroku, a ona sama wyglądała, jakby pierwszy raz od dawna naprawdę odzyskiwała spokój.

Engin odprowadził ją wzrokiem, po czym nachylił się lekko w stronę Cihana.

— Miło na was patrzeć — powiedział ciszej. — Dobrze, że tu przyjechaliście. Oboje tego potrzebowaliście.

Cihan spojrzał w stronę kuchni, gdzie Hancer właśnie wyciągała talerze z szafki. Na jego twarzy pojawił się spokojny, szczery uśmiech.

— Mówiłeś mi to już wcześniej — przyznał cicho. — Ale byłem tchórzem. Gdybym posłuchał cię od razu… może nic z tego by się nie wydarzyło.

Engin pokręcił głową.

— Nie patrz już na to, czego nie możesz zmienić. Ważne jest to, gdzie jesteś teraz. I z kim jesteś.

Cihan oparł się wygodniej i przez chwilę milczał. W domu panowała niezwykła cisza — spokojna, ciepła, prawdziwa. Z kuchni dochodził dźwięk naczyń i cichy śmiech Hancer.

— Wiesz co, Enginie? — odezwał się w końcu. — Jestem bardziej szczęśliwy i spokojny niż kiedykolwiek wcześniej.

Spojrzał w stronę żony z czułością, której już nie ukrywał. 

— I nie pozwolę, żeby ktokolwiek znowu mi to odebrał.

***

Nastał nowy dzień.

Poranne światło leniwie wpadało przez wysokie okna domu letniskowego, rozlewając się po jasnym salonie miękkimi, złotymi smugami. W powietrzu unosił się zapach świeżo zaparzonej herbaty i ciepłego chleba. Cisza tego miejsca była zupełnie inna niż ta w rezydencji — spokojna, łagodna, niemal kojąca.

Hancer spała zwinięta na sofie, przykryta cienkim kocem. Jej ciemne włosy rozsypały się po poduszce, a na twarzy po raz pierwszy od dawna nie było śladu lęku ani napięcia.

Cihan siedział obok niej od dłuższej chwili, przyglądając się jej z cichym zachwytem. Wciąż trudno było mu uwierzyć, że naprawdę są tutaj sami, z dala od wszystkich problemów. Delikatnie odsunął kosmyk włosów z jej policzka i musnął ustami jej czoło.

Hancer poruszyła się lekko i powoli otworzyła oczy.

Pierwsze, co zobaczyła, to jego spokojne spojrzenie i ciepły uśmiech.

— Spałaś tak pięknie, że aż żal mi było cię budzić — powiedział cicho. — Nawet pocałować bałem się za mocno.

Hancer uśmiechnęła się sennie.

— Która godzina?

— Wystarczająco późna, żeby moja żona w końcu wstała na śniadanie. Wszystko gotowe.

Dziewczyna uniosła się lekko na łokciu i spojrzała na niego uważniej. Dopiero teraz zauważyła zmęczenie ukryte pod jego oczami.

— Ty w ogóle spałeś?

Cihan westchnął cicho, ale nadal się uśmiechał.

— Niezbyt długo. Engin umówił dziś spotkanie z przedstawicielami firmy na południe. Po jego wyjściu jeszcze trochę pracowałem. Musiałem wszystko sprawdzić.

Hancer zmarszczyła lekko brwi.

— A mogłeś mnie obudzić… Spałam tak mocno i spokojnie. Przygotowałabym śniadanie razem z tobą.

Cihan pokręcił głową i delikatnie dotknął jej dłoni.

— Nie chciałem cię budzić. Potrzebowałaś odpoczynku bardziej niż czegokolwiek innego.

Na chwilę między nimi zapadła cicha, miękka cisza. Za oknem poruszały się gałęzie drzew, a jasne promienie słońca ogrzewały wnętrze domu.

— Chociaż kiedy powiedziałem, że śniadanie jest gotowe, nie spodziewaj się uczty — dodał po chwili z rozbawieniem. — Są oliwki, pomidory, trochę sera i chleb. Nic specjalnego.

Hancer zaśmiała się cicho i usiadła wygodniej, otulając się kocem.

— Kiedy jesteś obok, wystarczy mi nawet suchy chleb.

Cihan patrzył na nią przez chwilę w milczeniu, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół tej chwili. Potem uśmiechnął się szerzej i nachylił lekko w jej stronę.

— Uważaj, bo jeszcze uwierzę, że naprawdę jestem idealnym mężem.

— Może już uwierzyłeś? — odpowiedziała z figlarnym błyskiem w oczach.

Roześmiali się cicho, a ciężar ostatnich tygodni wydawał się choć na moment całkowicie znikać.

Hancer odrzuciła koc i wstała z sofy. Cihan od razu podał jej rękę, pomagając jej wstać, choć wcale tego nie potrzebowała.

— Chodź — powiedział miękko. — Zjemy razem śniadanie. A potem zaczniemy nasz pierwszy prawdziwy dzień w nowym życiu.

***

Yonca siedziała przy niewielkim stole razem z Deryą, Cemilem i Emirem. Skromne śniadanie ledwo wypełniało talerze — kilka oliwek, kawałki sera, pomidory i świeży chleb. Mimo biedy Derya starała się zachować pozory normalności. Od czasu do czasu zerkała jednak ukradkiem na swoją nową lokatorkę.

Yonca siedziała cicho, niemal nieruchomo. Jej dłonie spoczywały ostrożnie na brzuchu, jakby instynktownie próbowała chronić dziecko przed całym światem.

Derya zmrużyła lekko oczy. Ciekawość w końcu zwyciężyła.

— Jesteś tutaj sama… i do tego w ciąży — odezwała się ostrożnie. — Nie masz męża?

Yonca uniosła wzrok znad talerza.

— Mam — odpowiedziała krótko i chłodno.

Zapadła niezręczna cisza. Cemil od razu wyczuł napięcie, ale Derya, jak zwykle, nie potrafiła powstrzymać języka.

— To musi być wyjątkowy drań — mruknęła z przekąsem. — Jak można pozwolić kobiecie w takim stanie mieszkać z obcymi ludźmi?

Yonca zacisnęła palce na szklance herbaty. Przez moment wyglądała tak, jakby miała wstać i wyjść bez słowa.

— Nie lubię o nim rozmawiać — powiedziała cicho, ale stanowczo. — Lepiej nie pytaj.

Derya otworzyła usta, chcąc dodać coś jeszcze, lecz nagle ciszę przerwał dzwonek do drzwi.

Emir natychmiast zerwał się z krzesła.

— Ja otworzę!

Pobiegł do przedpokoju, a po chwili z domu dobiegł jego radosny głos:

— Ach! Siostra Hancer i wujek Cihan! Witajcie!

Yonca zesztywniała.

Jeszcze przed chwilą blada i zmęczona, teraz nagle wyprostowała się gwałtownie, jakby przeszył ją prąd. W jej oczach pojawił się niepokój.

— Kto? — zapytała szybko.

Derya spojrzała na nią zaskoczona jej reakcją.

— Siostra Cemila i jej mąż — odpowiedziała. — Pewnie przyszli porozmawiać.

Już miała wstać od stołu, ale Cemil chwycił ją za nadgarstek.

— Zostań — powiedział spokojnie, lecz stanowczo. — Ja do nich wyjdę.

Podniósł się z krzesła i ruszył w stronę drzwi.

Yonca tymczasem zerwała się niemal bezszelestnie i wycofała do swojego pokoju. Zamknęła za sobą drzwi, zostawiając jedynie wąską szparę. Serce biło jej coraz szybciej.

Ostrożnie wyjrzała na zewnątrz.

Na ganku stali Hancer i Cihan.

Hancer wyglądała spokojniej niż kiedykolwiek wcześniej, a Cihan stał obok niej wyprostowany i pewny siebie, jakby chciał osłonić ją przed całym światem.

Yonca pobladła.

— Jak to możliwe…? — wyszeptała do siebie, nie odrywając od nich wzroku. — Jak mogłam trafić właśnie na nich?

Czuła, jak narasta w niej panika. 

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 94.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

Panna młoda, odcinek 134: Mukadder odkryje szokującą prawdę o ciąży Beyzy, a Cihan odrzuci słowa Hancer o wypadku

Osierocona we wczesnej młodości Hancer z tureckiego serialu “Panna młoda” musiała szybko dorosnąć, by zawalczyć o przetrwanie. Zgodziła się na zaaranżowany ślub z bogatym Cihanem, aby ratować…

Nie żyje 34-letnia polska gwiazda internetu. Przegrała walkę z rakiem

CanvaSmutna wiadomość obiegła media społecznościowe. Nie żyje popularna twórczyni internetowa, która przez lata dzieliła się z fanami swoją codziennością, a w ostatnim czasie również trudną walką o…

Były chłopak zamordował 19-letnią Magdę. Znajomi ujawniają niepokojące kulisy. “Przychodził i czekał”

Spokojny wieczór zamienił się w koszmar. 19-letnia Magdalena Dz. zginęła pod swoim domem w Mszanie Górnej z rąk byłego chłopaka. Kacper W. uciekł z miejsca zbrodni, a…

Paппa młoda, odciпek 134: Mυkadder odkryje szokυjącą prawdę o ciąży Beyzy, a Cihaп odrzυci słowa Haпcer o wypadkυ

Osierocona we wczesnej młodości Hancer z tureckiego serialu “Panna młoda” musiała szybko dorosnąć, by zawalczyć o przetrwanie. Zgodziła się na zaaranżowany ślub z bogatym Cihanem, aby ratować…

Egzekucja w Białej Podlaskiej. Prokuratura ujawnia nowe informacje

To była egzekucja. W poniedziałek (15 czerwca) na jednej z ulic w Białej Podlaskiej zastrzelony został 44-letni obywatel Rosji Siemion Skrepetski. Mężczyzna był znanym artystą i otwartym…

Zakończono obławę po śmierci 19-letniej Magdaleny. Kacper W. nie żyje

Zakończyła się obława po śmierci 19-latki w Mszanie Górnej — potwierdza “Faktowi” małopolska policja. Funkcjonariusze znaleźli ciało poszukiwanego Kacpra W. 19-latek nie żyje. Do tragedii doszło 15…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page