Na dziedzińcu rezydencji panowała cisza, przerywana jedynie szelestem liści poruszanych lekkim wiatrem. Słońce oświetlało jasną fasadę budynku, a wśród zieleni krzewów wszystko wydawało się spokojne — pozornie spokojne.
Hancer przekroczyła bramę powoli, jakby każdy krok kosztował ją więcej niż poprzedni. Właśnie wtedy dostrzegła Sinem, która stała przy wejściu.
— Cihan powiedział mi, że byłaś u brata — odezwała się łagodnie Sinem, przyglądając się jej uważnie. — Udało wam się porozmawiać?
Hancer na moment odwróciła wzrok, jakby szukała odpowiedzi gdzieś poza sobą.
— Byłam… ale nie tak, jak myślisz — odpowiedziała cicho. — Poszłam najpierw do firmy. Chciałam zobaczyć się z Cihanem, ale był na spotkaniu. Nie chciałam go niepokoić… więc wróciłam.
Westchnęła ciężko, a jej ramiona lekko opadły.
— Wszystko mnie przytłacza, siostro Sinem… Mam wrażenie, że nigdzie już nie należę. — Jej głos zadrżał. — Czy potrafisz sobie wyobrazić, że mój własny brat… wymazał mnie ze swojego życia? Wyrzucił wszystkie moje rzeczy. Jakby mnie nigdy nie było…
Sinem zrobiła krok bliżej i delikatnie położyła dłoń na jej ra



















