- Hanser śledzona przez niebezpiecznego mężczyznę. Melich staje w jej obronie w parku. Tego dnia Hanser miała tylko odebrać zapłatę za ciężką pracę i spokojnie wrócić do domu. Nie wiedziała jednak, że mężczyzna, u którego sprzątała mieszkanie, odprowadza ją wzrokiem z niepokojącym uśmiechem, a chwilę później zaczyna potajemnie podążać jej śladem.
- Na ulicach miasta Hanser próbuje zachować spokój. zatrzymuje się przy starszej kobiecie sprzedającej ręcznie robione ubranka dla niemowląt i kupuje małe niebieskie [muzyka] buciki, jakby w tym drobnym geście szukała nadziei oraz ciepła. Lecz za jej plecami cały czas czai się cień.
- Obcy mężczyzna obserwuje każdy jej ruch, ukrywając się za samochodami i udając przypadkowego przechodnia. Kiedy Hanser zaczyna rozumieć, że jest śledzona, ogarnia ją coraz większy strach. Właśnie wtedy los stawia na jej drodze Melia. Mężczyzna natychmiast dostrzega niebezpieczeństwo i nie pozostaje obojętny. W parku Ataturka napięcie sięga zenitu.
- Hanser próbuje udawać odważną, ale jej spojrzenie zdradza lęk, którego nie potrafi już ukryć. Melich postanawia działać. Najpierw oferuje jej pomoc, a potem staje twarzą w twarz z prześladowcą. To spotkanie zmienia spokojny dzień w pełną napięcia konfrontację, w której Hanser po raz pierwszy od dawna czuje, że nie [muzyka] jest sama.
- Czy Melich zdoła ochronić ją przed człowiekiem, który nie zamierzał [muzyka] odpuścić? I co oznacza zakup małych bucików, które Hanser trzyma tak blisko serca? Pełna emocji historia dopiero się zaczyna. Scena jedna. Zakończenie pracy i zapłata. Słońce chyliło się ku popołudniu, ale jego promienie wciąż wpadały szerokim strumieniem do pustego pokoju na poddaszu.
- Światło było jasne, niemal ostre, jakby chciało obnażyć każdy pyłek kurzu unoszący się w powietrzu. Jeszcze godzinę wcześniej pomieszczenie pachniało stęchlizną, zamkniętymi oknami i wilgotnym drewnem. Teraz jednak po ciężkiej pracy Hanser powietrze stało się lżejsze, [muzyka] świeższe, a podłoga lśniła od starannego mycia.
- Przy otwartym oknie balkonowym stał mężczyzna. Nie należał do osób, które łatwo można było rozgryźć. Miał na sobie ciemną koszulę, niedbale rozpiętą pod szyją, a jego dłonie spoczywały na framudze okna. patrzył w dół na ulicę, lecz w jego spojrzeniu nie było zwykłego zamyślenia. Było coś czujnego, coś oceniającego, jakby obserwował świat nie z ciekawością, [muzyka] ale z poczuciem, że wszystko co widzi może kiedyś należeć do niego.
- Wtedy cicho skrzypnęły drzwi. Do pokoju weszła Hanser. Była zmęczona, choć starała się tego po sobie nie pokazywać. Biały sweter, który miała na sobie, kontrastował z długim beżowym płaszczem przewieszonym przez ramiona. Brązowa spódnica poruszała się lekko przy każdym kroku, a w dłoni trzymała materiałową torbę, do której wcześniej schowała swoje rzeczy.
- Na jej twarzy widać było spokój, ale nie był to spokój szczęśliwej kobiety. Był to raczej spokój osoby, która nauczyła się nie narzekać, nawet gdy życie wymagało od niej zbyt wiele. Zatrzymała się kilka kroków od mężczyzny. Skończyłam. Powiedziała cicho, lecz wyraźnie. Posprzątałam wszystkie pokoje, o których pan mówił.
Kuchnia, łazienka, korytarz i to pomieszczenie są już gotowe. Mężczyzna odwrócił się powoli. Jego wzrok najpierw przesunął się po czystej podłodze, potem po oknach, a dopiero na końcu zatrzymał się na Hanser. Muszę przyznać, że pracujesz dokładniej niż się spodziewałem. Powiedział z uśmiechem. Naprawdę zrobiłaś tu porządek. Gdyby nie ty, chyba jeszcze przez tydzień nie mógłbym tu nikogo wpuścić.- Hanser skłoniła lekko głowę. Dziękuję. Starałam się. Widać. [muzyka] Mężczyzna zrobił krok w jej stronę. Taka praca zasługuje przynajmniej na chwilę odpoczynku. Zejdźmy na dół. Zaparzę herbatę. Posiedzisz trochę, odetchniesz. Hanser niemal od razu zesztywniała. Nie był to gwałtowny gest, ale wystarczająco widoczny dla kogoś, kto uważnie ją obserwował.
- Spojrzała na [muzyka] drzwi, potem znów na mężczyznę. Dziękuję, ale nie mogę zostać. Odparła uprzejmie. Muszę wracać do domu tak szybko? Zapytał unosząc brwi. Przecież chyba nikt nie będzie cię rozliczał z kilku minut. To nie o to chodzi. Po prostu wolę już iść, jeśli mogłabym dostać swoją dniówkę. Przez krótką chwilę na twarzy mężczyzny pojawił się cień niezadowolenia.
- Zniknął jednak tak szybko, że ktoś mniej uważny mógłby go w ogóle nie dostrzec. Oczywiście, powiedział po chwili. Jak chcesz. sięgnął do kieszeni, wyjął plik banknotów i zaczął odliczać pieniądze. Robił to powoli, z przesadną starannością. Hanser czekała cierpliwie, trzymając torbę obiema rękami. Nie chciała patrzeć mu prosto w oczy.
- Coś w jego spojrzeniu sprawiało, że czuła się nies swojo, jakby każda sekunda w tym mieszkaniu trwała dłużej niż powinna. Proszę, powiedział w końcu, podając jej pieniądze. Zasłużyłaś. Hanser odebrała banknoty i szybko schowała je do torby. Dziękuję. Dobrego dnia, Hanser. Odezwał się nagle. Zatrzymała się przy drzwiach.
- Tak, mężczyzna uśmiechnął się. Ten uśmiech nie był szeroki ani jawnie nieprzyjemny. Właśnie dlatego budził większy niepokój. Był dwuznaczny, cichy, zbyt pewny siebie. Może jeszcze kiedyś cię poproszę o pomoc. Dobrze mieć kogoś takiego pod ręką. Hanser odpowiedziała tylko lekkim skinieniem głowy. Jeśli będę mogła, przyjdę.
- Nie czekając na nic więcej. Wyszła z pokoju. Jej kroki szybko oddaliły się na schodach, a potem ucichły za drzwiami mieszkania. Mężczyzna został sam. Przez chwilę stał nieruchomo. Potem podszedł do okna i wyjrzał na ulicę. W dole zobaczył Hanser wychodzącą z budynku. Szła szybkim krokiem, jak ktoś, kto chce jak najszybciej zostawić za sobą miejsce, w którym nie czuł się bezpiecznie.
- Na twarzy mężczyzny znów pojawił się ten sam uśmiech. Nie był to uśmiech człowieka zadowolonego z dobrze wykonanej pracy. Był to uśmiech człowieka, który właśnie podjął decyzję. Scena dwie. Śledzenie i zakup ubranek dziecięcych. Miasto żyło swoim zwyczajnym rytmem. Samochody przesuwały się leniwie wzdłuż ulicy.
- Ludzie wychodzili ze sklepów z siatkami pełnymi zakupów. Gdzieś w oddali rozbrzmiewał głos sprzedawcy nawołującego klientów. Hanser szła chodnikiem, starając się nie myśleć o mężczyźnie spod Dasza. [muzyka] Praca była ciężka, ale potrzebowała pieniędzy. Każdy zarobiony banknot miał znaczenie. Każda dniówka pozwalała jej przeżyć kolejny dzień z odrobiną większej pewności.
- Nie mogła sobie pozwolić na dumę. Nie mogła [muzyka] wybierać tylko łatwych zajęć. Los już dawno odebrał jej luksus narzekania. A jednak czuła w sercu dziwny ciężar. Niepokój, jakby czyjś wzrok wciąż dotykał jej pleców. Zwolniła na moment i odwróciła głowę. Za nią szli ludzie, kilku mężczyzn, starsza kobieta z torbą, chłopiec trzymający matkę za rękę.
- Nic szczególnego, nic, co powinno ją przestraszyć. Mimo to przyspieszyła. Nie wiedziała, że kilka metrów za nią po drugiej stronie chodnika ten sam mężczyzna spoddasza właśnie wyszedł zza rogu. Nie szedł zbyt blisko, nie był głupi. Trzymał dystans, czasem udawał, że ogląda wystawy sklepowe, czasem przystawał przy zaparkowanych samochodach, ale jego wzrok ani na chwilę nie opuszczał Hanser.
- Dziewczyna zatrzymała się dopiero wtedy, gdy zobaczyła starszą kobietę siedzącą przy skraju chodnika. Przed nią rozłożony był niewielki koc, a na nim kolorowe, ręcznie robione ubranka dla niemowląd, czapeczki, maleńkie sweterki, skarpetki i buciki. Wszystko wydziergane starannie, z miłością, jakby każde maleńkie ubranko nosiło w sobie ciepło dłoni, które je stworzyły.
- Hanser stanęła przy kocu i przez chwilę patrzyła bez słowa. Starsza kobieta uśmiechnęła się do niej łagodnie. Podejdź córko, popatrz. Wszystko robiłam sama. Mięka wełna, dobra jakość. dla dziecka najlepsze. Hanser przykucnęła powoli. Jej wzrok zatrzymał się na parze malutkich niebieskich bucików z brązowymi akcentami.
- Były tak małe, że mieściły się niemal w jednej dłoni. Dziewczyna dotknęła ich ostrożnie, jakby bała się, że ten drobny przedmiot może rozsypać się od zbyt gwałtownego gestu. Są piękne powiedziała szeptem. Prawda? Starsza kobieta rozpromieniła się. Robiłam je wczoraj wieczorem. Myślałam sobie, komuś przyniosą szczęście.
- [muzyka] Może małemu chłopcu, może dziewczynce. Kto wie, [muzyka] dzieci i tak rosną w miłości, nie w kolorach. Hanser uśmiechnęła się po raz pierwszy tego dnia naprawdę szczerze. W jej oczach pojawiło się coś ciepłego, kruchego, bardzo osobistego. Ile [muzyka] kosztują? Starsza kobieta podała cenę, a Hanser natychmiast sięgnęła do torby.
- Przez ułamek sekundy zawahała się, bo wiedziała, że każdy grosz jest ważny. Ale gdy znów spojrzała na te maleńkie buciki, nie potrafiła odejść. Wezmę je, powiedziała. Niech przyniosą dobro twojemu domowi, córko odparła starsza pani, wkładając [muzyka] buciki do małej papierowej torebki. Masz takie smutne oczy.
- Niech chociaż coś małego sprawi ci radość. Hanser zamarła na moment, jakby te słowa dotknęły miejsca, które starała się ukrywać przed światem. Czasem małe rzeczy są największą radością odpowiedziała cicho, zapłaciła, podziękowała i ruszyła dalej. W tym samym czasie mężczyzna ukryty za zaparkowaną białą furgonetką obserwował całą scenę.
- Jego spojrzenie stało się bardziej natarczywe, gdy zobaczył, jak Hanser ogląda niemowlęce buciki. Nie słyszał rozmowy, ale widział jej uśmiech, delikatność gestów, sposób w jaki schowała zakup do torby. Kiedy ruszyła, on również ruszył. Hanser weszła po kilku kamiennych schodach prowadzących na wyżej położoną uliczkę.
- Jej kroki były szybsze niż wcześniej. Teraz już nie tylko czuła niepokój, teraz miała niemal pewność. Ktoś za nią szedł, zatrzymała się nagle, odwróciła się. Mężczyzna, zaskoczony tym ruchem przystanął kilka kroków za nią. Próbował zachować swobodny wyraz twarzy, ale było już za późno. Hanser rozpoznała go natychmiast.
- Pan powiedziała z oburzeniem. Dlaczego pan za mną idzie? Mężczyzna rozejrzał się teatralnie, jakby pytanie było absurdalne. Ja za [muzyka] tobą? Nie przesadzaj. To droga publiczna. Każdy może tędy chodzić. Wyszedł pan zaraz po mnie z mieszkania. Najpierw był pan po drugiej stronie ulicy, potem za furgonetką.
- Teraz znowu tutaj. Myśli pan, że tego nie widzę? Uśmiechnął się lekko. Masz bujną wyobraźnię. Może po prostu idziemy w tym samym kierunku? Nie chcę, żeby pan za mną szedł. Powiedziała stanowczo Hanser. Jej głos zadrzał, ale nie cofnęła [muzyka] się. Proszę zawrócić. Mężczyzna przechylił głowę.
- A jeśli nie zawrócę, [muzyka] zabronisz mi chodzić ulicą? Hanser poczuła, jak serce uderza jej mocniej. Nie chciała pokazać strachu. Wiedziała jednak, że jest [muzyka] sama, a ulica wokół nich nagle wydała się dziwnie obca. Niech pan zostawi mnie w spokoju. Odwróciła się i ruszyła szybko przed siebie. Nie biegła, bo nie chciała okazać paniki.
- Ale każdy jej krok mówił jasno. [muzyka] Chciała uciec. Za jej plecami rozległy się spokojne, pewne kroki. Mężczyzna [muzyka] nie odpuścił. Scena 3. Postój taksówek i czujność Melia. Droga prowadziła teraz w stronę bardziej ruchliwej części dzielnicy. Po lewej stronie pojawiło się kilka sklepików.
- Po prawej niewielkie podwórko, na którym chłopcy grali w piłkę. Piłka w pewnym momencie potoczyła się na chodnik. tuż pod nogi prześladowcy. Jeden z chłopców krzyknął: “Wujku, proszę odkopnąć.” Mężczyzna zatrzymał się, spojrzał na dzieci i z irytacją kopnął piłkę z powrotem. Gest był mocniejszy niż trzeba było. Chłopcy zamilkli na chwilę, wyczuwając w nim coś nieprzyjemnego.
- Hanser nawet się nie obejrzała. Słyszała tylko, że on wciąż jest za nią. Niedaleko znajdował się postój taksówek. Nad wejściem do niewielkiego niebieskiego kontenera widniał napis palmiai taxi Duragi. Miejsce wyglądało zwyczajnie, niemal swojsko. Kilka żółtych taksówek stało zaparkowanych przy krawężniku, a kierowcy rozmawiali leniwie, czekając na klientów.
- W tym samym momencie drzwi kontenera otworzyły się. Na zewnątrz wyszedł Melich. Miał na sobie szarą koszulę i granatową kurtkę. W dłoni trzymał tradycyjną turecką szklaneczkę z gorącą herbatą. Para unosiła się nad napojem cienką smugą, a Melich właśnie zamierzał upić łyk, kiedy jego spojrzenie padło na przechodzącą Hanser.
- Znał tę twarz. Nie byli sobie bardzo bliscy, ale widział ją wcześniej. Było w niej coś, co trudno było zignorować. Cicha godność, smutek ukryty za spokojnym spojrzeniem, delikatność, której życie nie zdołało jeszcze zniszczyć. Melich chciał już zawołać ją po imieniu, lecz wtedy zauważył mężczyznę idącego za nią.
- I wszystko w nim natychmiast się zmieniło. Uśmiech zniknął, twarz stężała, palce mocniej zacisnęły się na szklaneczce z herbatą. Melich był człowiekiem ulicy. Nie w złym sensie. Po prostu [muzyka] znał rytm miasta, znał spojrzenia ludzi, znał różnic między przypadkowym przechodniem a kimś, kto poluje. A ten mężczyzna nie szedł zwyczajnie.
- On śledził. Melich odstawił herbatę na parapet kontenera. Co jest? [muzyka] Zapytał jeden z taksówkarzy siedzących w środku. Dokąd idziesz? Zaraz wrócę. rzucił Melich nie odwracając wzroku od Hanser. Klient nie coś ważniejszego, ruszył za nimi, zachowując dystans. [muzyka] Nie chciał od razu robić zamieszania. Najpierw musiał się upewnić, ale w głębi duszy już wiedział.
- Hanser miała kłopoty, a on nie zamierzał udawać, że tego nie widzi. Scena 4. Spotkanie w parku Ataturka. Przed Hanser pojawiła się brama prowadząca do parku. Na tabliczce widniał napis Ataturk Parki. Za nią ciągnęły się alejki wysypane jasnym żwirem, ławki w cieniu drzew i niewielki plac, na którym kilkoro dzieci bawiło się pod opieką matek.
- Hanser weszła do środka, mając nadzieję, że wśród ludzi poczuje się bezpieczniej, ale po kilku krokach odwróciła się i zobaczyła, że mężczyzna również wszedł do parku. Serce podeszło jej do gardła. Zatrzymała się przy jednej z alejek. Rozejrzała się bezradnie. Niby wokół byli ludzie, ale każdy zajęty był sobą.
Ktoś rozmawiał przez telefon, ktoś czytał gazetę. Ktoś pchał wózek dziecięcy. Nikt nie widział jej strachu. Nikt nie rozumiał, że dla niej ta zwykła parkowa alejka zaczęła przypominać pułapkę. Wtedy usłyszała za sobą spokojny głos. Hanser odwróciła się gwałtownie. Przed nią stał Melich. Uśmiechał się lekko, ale jego oczy były uważne. Nie patrzył tylko na nią.- co chwilę kontrolował przestrzeń za jej plecami. Melich powiedziała zaskoczona. Co ty tutaj robisz? Zobaczyłem cię kiedy przechodziłaś obok postoju. Odparł swobodnie, jakby spotkanie było całkowicie przypadkowe. Pomyślałem, że się przywitam. Dawno cię nie widziałem. Hanser próbowała się uśmiechnąć, ale wyszło to blado.
- Wracam z pracy. Z pracy? Tak, dorywczej. Sprzątałam mieszkanie niedaleko. Musiałam trochę zarobić. Melich spojrzał na nią z troską, ale nie z litością. Hanser od razu to zauważyła. W jego spojrzeniu nie było oceny, tylko ciche zrozumienie. Ciężki dzień. zapytał trochę. Odpowiedziała wymijająco.
- Melich skinął głową. Potem niby przypadkiem spojrzał w stronę mężczyzny stojącego przy drzewach. Prześladowca udawał, że ogląda [muzyka] coś w telefonie, ale zbyt często podnosił wzrok w ich kierunku. Dokąd idziesz? Zapytał Melich. Hanser wskazała ręką na budynek widoczny za parkiem. Tam za parkiem złapie busa, potem już do domu. Odprowadzę cię.
- Nie, naprawdę nie trzeba. Powiedziała szybko. Nie chcę ci robić kłopotu. Pewnie jesteś w pracy. Jestem. Odparł, ale kilka minut mnie [muzyka] nie zbawi. Poradzę sobie. Melich spojrzał jej prosto w oczy. Hanser, czy ten mężczyzna idzie za tobą od dłuższego czasu? Dziewczyna zamilkła. To milczenie wystarczyło. Melich ściszył głos.
- Nie musisz przede mną udawać. Widziałem go. Szedł za tobą [muzyka] od postoju. A wcześniej pewnie też. Hanser spuściła wzrok. Palce zacisnęła na uchwycie torby tak mocno, że pobielały jej knykcie. Sprzątałam u niego mieszkanie. powiedziała. W końcu kiedy wyszłam, zaczął za mną iść. Najpierw myślałam, że może mi się wydaje, ale potem potem już wiedziałam.
- Zapytałam go, dlaczego to robi. Powiedział, że to droga publiczna. Melich zacisnął szczękę. Typowe. Nie chcę kłopotów. Dodała Hanser szybko. Chcę tylko wrócić do domu. I wrócisz. Bezpiecznie Melich. Naprawdę? Hanser przerwał jej łagodnie, ale stanowczo. Nie proszę cię o pozwolenie dlatego, że nie mam co robić.
- Proszę, bo widzę, że się boisz. A jeśli ktoś cię śledzi, to nie jest drobiaszg. Nie będziesz szła sama. Spojrzała na niego. W jej oczach walczyły duma, lęk i zmęczenie. Przez całe życie zbyt często musiała udowadniać, że potrafi sobie poradzić. Przyjęcie pomocy nie było dla niej łatwe. Nie chcę być ciężarem.
- wyszeptała. Melich uśmiechnął się smutno. Czasem największym ciężarem jest udawanie, że nie potrzebujemy nikogo. Te słowa trafiły ją bardziej niż się spodziewała. Zacisnęła usta, po czym bardzo powoli skinęła głową. Dobrze, ale tylko do przystanku. Do przystanku. Zgodził się Melich. A jeśli trzeba będzie dalej.
- Hanser nie odpowiedziała, ale po raz pierwszy od wielu minut jej oddech stał się nieco spokojniejszy. Scena 5. Brutalna konfrontacja ze Stokerem. Ruszyli razem parkową alejką. Melich szedł po zewnętrznej stronie, tak jakby chciał oddzielić Hanser od wszystkiego, co mogło nadejść z boku. Nie narzucał się rozmową, [muzyka] czasem tylko zadawał krótkie pytanie, aby odwrócić jej uwagę.
- Dawno pracujesz w takich miejscach? Zapytał. Od niedawna odpowiedziała. Kiedy nie ma innego wyjścia, człowiek bierze to, co jest. Nie powinnaś musieć się bać przez pracę. [muzyka] Wiem, ale świat rzadko pyta, co powinno być. Melich spojrzał na nią z boku. W tym jednym zdaniu było więcej bólu niż chciała pokazać.
- Za nimi mężczyzna nadal szedł, już nie tak blisko, ale wciąż [muzyka] wystarczająco blisko, by Melich czuł narastającą złość. W pewnym momencie Melich zatrzymał się. Hanser również stanęła. Co się stało? [muzyka] Zapytała nerwowo. Melich spojrzał na nią łagodnie. Poczekaj tutaj chwilę. Melich, nie ruszaj się stąd.
- Zaraz wrócę. Jego głos był spokojny, ale twarz stwardniała. Hanser zrozumiała, co zamierza zrobić. Proszę, nie rób nic głupiego. Powiedziała cicho. Głupie byłoby pozwolić mu iść dalej za tobą. Odwrócił się i szybkim krokiem ruszył prosto w stronę prześladowcy. Mężczyzna zauważył go i natychmiast spróbował zmienić kierunek, ale Melich był już przy nim.
- Hej! Rzucił ostro. Mężczyzna udawał zdziwienie. Słucham. Masz jakiś problem? Nie rozumiem. Doskonale rozumiesz, dlaczego idziesz za tą dziewczyną. Mężczyzna prychnął. A ty kim jesteś? Jej ochroniarzem? Jeśli trzeba, to tak. Nie śledzę nikogo. Idę przez park. Nie wolno. Melich zrobił krok bliżej. Jego głos stał się niższy.
- Widziałem cię od postoju. Widziałem jak trzymasz się za nią. Jak zatrzymujesz [muzyka] się? Kiedy ona się zatrzymuje? Jak udajesz, że patrzysz w telefon. Nie rób ze mnie idioty. Mężczyzna uśmiechnął się kpiąco. Może zajmij się swoimi sprawami, taksówkarzu? To słowo wypowiedziane z pogardą zawisło między nimi jak iskra nad suchą trawą.
- Melich nie odpowiedział od razu. Przez chwilę patrzył na niego w milczeniu. Potem chwycił go mocno za ubranie na piersi i pchnął w stronę najbliższego drzewa. Mężczyzna uderzył plecami o pień. Puść mnie. Syknął. Zwariowałeś? [muzyka] Jeszcze raz zobaczę cię za nią. Powiedział Melich lodowatym głosem. Jeszcze raz podejdziesz do niej na ulicy, w pracy, [muzyka] gdziekolwiek i wtedy nie skończy się na rozmowie.
- Grozisz mi? Ostrzegam. Nie masz prawa. Melich nie wytrzymał. Wymierzył mu mocny cios pięścią w brzuch. Mężczyzna jęknął głucho, zgiął się w pół i osunął na kolana, trzymając się za brzuch. Przez chwilę nie potrafił złapać oddechu. Hanser, stojąca kilka metrów dalej zasłoniła usta dłonią. była wstrząśnięta, nie spodziewała się tak gwałtownej reakcji, a jednak obok szoku poczuła coś jeszcze ulgę, ogromną, niemal bolesną ulgę.
- Ktoś zobaczył jej strach, ktoś uwierzył jej bez tłumaczeń, ktoś stanął między nią a zagrożeniem. Zanim stało się coś gorszego, Melich pochylił się nad mężczyzną. Zapamiętaj dobrze jej twarz. Powiedział cicho, ale tylko po to, żeby omijać ją z daleka. Jeśli jeszcze raz ją przestraszysz, znajdę cię.
- Rozumiesz? Mężczyzna skinął głową, wciąż zwijając się z bólu. Rozumiesz? Powtórzył Melich. Ostrzej. Tak. Wydusił tamten. Rozumiem. Melich puścił go i wyprostował się. Przez sekundę patrzył na niego z odrazą, po czym odwrócił się i ruszył z powrotem do Hanser. Gdy podszedł, jego twarz znów złagodniała. Przepraszam, powiedział. Nie chciałem, żebyś musiała na to patrzeć.
- Hanser opuściła rękę. Jej oczy były szeroko otwarte, błyszczące od emocji. On naprawdę za mną szedł. wyszeptała, jakby dopiero teraz pozwoliła sobie wypowiedzieć tę prawdę na głos. Wiem. Bałam się, że nikt mi nie uwierzy. Melich spojrzał na nią uważnie. Ja ci uwierzyłem od razu. Te proste słowa sprawiły, że Hanser odwróciła wzrok.
- Przez chwilę walczyła ze łzami. Nie chciała płakać. Nie tutaj, nie przy nim, ale jej dłonie wciąż drżały. Dziękuję. Powiedziała bardzo cicho. Naprawdę nie dziękuj. Nikt nie ma prawa cię tak traktować. Hanser spojrzała w stronę prześladowcy. Mężczyzna powoli podnosił się z ziemi, ale nie patrzył już na nią z tą samą pewnością siebie.
- Teraz w jego oczach był strach i to właśnie ten widok pozwolił jej wreszcie odetchnąć. Scena [muzyka] 6. Odjazd i plakat promocyjny. Melich i Hanser wyszli z parku powoli. Parkowa która jeszcze kilka minut wcześniej wydawała się pułapką, teraz prowadziła ku ulicy, ku światłu, ku ludziom. Hanser szła obok Melia, trzymając torbę przy sobie.
- W środku, obok zarobionych pieniędzy leżały małe niebieskie buciki. Nie wiedziała dlaczego, ale ten drobiaszk nagle stał się dla niej czymś więcej niż zakupem. Był jak cicha obietnica, jak dowód, że nawet w dniu pełnym strachu może znaleźć się miejsce na odrobinę czułości. Melich spojrzał na nią. Lepiej? Zapytał. Hanser skinęła głową.
Trochę, tylko [muzyka] trochę. Na jej ustach pojawił się słaby uśmiech. Nie wymagaj [muzyka] cudów. To był długi dzień. W takim razie koniec z busami. Odwiozę cię taksówką, Melich. Powiedziałam, że nie chcę robić ci kłopotu. A ja powiedziałem, że chcę się upewnić, że dotrzesz [muzyka] bezpiecznie. Widzisz, oboje jesteśmy uparci.- Hanser spojrzała na niego z lekkim wyrzutem, ale tym razem w jej spojrzeniu nie było lęku. Zawsze taki jesteś, zależy kogo pytasz. Ja pytam. W takim razie tak, kiedy trzeba jestem uparty. Doszli do żółtej taksówki zaparkowanej niedaleko wyjścia z parku. [muzyka] Melich otworzył tylne drzwi z takim szacunkiem, jakby Hanser nie była zmęczoną kobietą wracającą z dorwczej pracy, lecz kimś wyjątkowym, kimś, kogo należało chronić przed całym światem.
- Hanser zatrzymała się przed wejściem do samochodu. Melich, tak, nie wiem, jak ci się odwdzięczę. Nie musisz, muszę. Nie każdy by zareagował. Melich spoważniał. Może właśnie w tym problem. Zbyt wielu ludzi odwraca wzrok. Ja nie chcę być jednym z nich. Hanser patrzyła na niego przez chwilę. W jego głosie nie było popisywania się, nie było próby zdobycia jej wdzięczności.
- Była tylko szczerość. Dziękuję. Powtórzyła. Wsiadaj. Odwiozę cię. Hanser wsiadła do taksówki. usiadła na tylnym siedzeniu i położyła torbę obok siebie. Melich zamknął drzwi ostrożnie, [muzyka] po czym spojrzał przez szybę. Jesteś bezpieczna, [muzyka] powiedział. Nie wiedziała, czy bardziej powiedział to do niej, czy do samego siebie.
- Taksówka ruszyła powoli. Hanser odwróciła głowę i spojrzała przez tylną szybę. Park zostawał za nimi, a wraz z nim strach, który jeszcze niedawno ściskał jej gardło. Prześladowcy już nie było widać. zniknął między drzewami, pozbawiony swojej pewności, pokonany przez człowieka, który nie pozwolił mu zrobić kolejnego kroku.
- Hanser wyjęła z torby małą papierową torebkę, rozchyliła ją i spojrzała na niebieskie buciki. Dotknęła [muzyka] ich opuszkami palców bardzo delikatnie. Jej oczy zaszkliły się, lecz tym razem nie [muzyka] tylko ze strachu. Może jeszcze będzie dobrze. Wyszeptała sama do siebie. Melich siedzący z przodu usłyszał tylko fragment tych słów.
- Nie zapytał jednak. Czasem człowiek czuje, że pewne zdania należą do duszy drugiej osoby i nie wolno ich odbierać pytaniami. Samochód wtopił się w miejską ulicę. Obraz powoli zaczął ciemnieć. Szum miasta ucichł, światło złagodniało, a scena rozpłynęła się w spokojnym przejściu. Po chwili na ekranie pojawiła się statyczna grafika promocyjna serialu.
- Elegancko ubrany Cią obejmował czule Hanser, jakby chciał osłonić ją przed całym bólem świata. Ich twarze były blisko siebie, pełne napięcia, tajemnicy i uczuć, których nie dało się już dłużej ukrywać. A widz zostawał z pytaniem, [muzyka] które nie dawało spokoju. Kropka. Czy Hanser naprawdę była już bezpieczna? Czy może to dopiero początek kolejnej burzy? M.