
Blanka i Diego jadÄ… powozem.
– Dokąd jedziemy? – pyta kobieta.
– Czy to ma znaczenie?
– Nie, dopóki jestem z Tobą.
– Też tak myślę. Najważniejsze to uciec od tych, którzy nas krzywdzili. A dokąd chcesz jechać?
– W Hiszpanii czy poza nią?
– Ty decyduj. Na przykład nad morze i odpłynąć albo pozostać tam na zawsze.
– Miasto nad morzem, w którym będziemy wychowywać nasze dziecko i zażywać morskich kąpieli.
– Umiesz pływać?
– Nie. Na pewno mnie nauczysz.
– Obiecuję. Ciebie i nasze dziecko.
– Jestem taka szczęśliwa. Bałam się, że ten dzień nigdy nie nadejdzie.
– Już dawno to sobie obiecaliśmy, a ten wabik
anioła nam o tym przypomina.
Blanka zaczyna czuć gwałtowne skurcze.
– Nic Ci nie jest?
– To tylko skurcz.
– Rodzisz?
– Bóle czuję od dawna, ale do terminu pozostało parę tygodni.
– Może urodzisz nim dojedziemy nad morze?
– Od kilku tygodni mam przeczucie, że to chłopiec. I jakie imię Ci się podoba?
– Moises.
– Czemu?
– To drugie imię ojca i dziadka. Podoba Ci się?
– Tak! Czekamy na Ciebie, Moises!