Hanser usłyszała imię dziecka Beyzy i poczuła, jak jej serce pęka w ciszy. Starała się ukryć przed wszystkimi ból, który nosiła w sobie, lecz wystarczył widok czarnej koszuli Ciana, by wszystkie uczucia wróciły ze zdwojoną siłą. W samotności sypialni zrozumiała, że miłość, od której próbowała uciec, nadal żyje w każdym jej oddechu.
Przy rodzinnym stole napięcie stawało się coraz bardziej widoczne. Beyza zachowywała spokój i pewność siebie, podczas gdy Hanser coraz bardziej zamykała się w swoim cierpieniu. Noc również nie przyniosła ukojenia. Choć leżeli obok siebie, między Hanser a Cianem wyrósł mur milczenia, którego żadne z nich nie potrafiło zburzyć.
Najbardziej zabolało ją jednak to, co usłyszała przypadkiem w pokoju przygotowywanym dla dziecka. Beyza zaproponowała, by syn otrzymał imię związane z Cianem, a jego ciepła reakcja rozdarła serce Hanser. Ukryta za drzwiami była świadkiem bliskości, która odebrała jej resztki nadziei.
“Poranek w rezydencji był chłodny i pełen napięcia. Hanser próbowała zająć myśli codziennymi obowiązkami, lecz wspomnienia o Cianie nie dawały jej spokoju. Czarna koszula pozostawiona w sypialni stała się symbolem jego obecności, której tak bardzo jej brakowało. Przytulając materiał do twarzy, czuła jego zapach i wspominała chwile, kiedy był jej bliższy niż teraz.
Podczas śniadania wszyscy udawali normalność, lecz każde spojrzenie i każde słowo odsłaniały ukryty ból. Beyza mówiła z lekkością o przyszłości, o dziecku i nowym życiu, a Hanser coraz wyraźniej czuła, że traci swoje miejsce w sercu Ciana.

Wieczorem oboje leżeli w jednym łóżku, ale byli sobie bardziej obcy niż kiedykolwiek wcześniej. Cian nie potrafił znaleźć słów, a Hanser czuła, że każde jego milczenie oddala ich od siebie jeszcze bardziej.
Kiedy następnego dnia usłyszała rozmowę o imieniu dla dziecka, coś w niej pękło. Zrozumiała, że przyszłość, którą budują Cian i Beyza, coraz mniej pozostawia miejsca dla niej. Ból był tak silny, że po raz pierwszy zaczęła myśleć nie tylko o miłości do Ciana, ale także o ratowaniu samej siebie.”