Cihan dowiaduje się o upokorzeniu Hancer. Derya rozpala w nim gniew i zazdrość.
Cihan był przekonany, że po rozstaniu z Hancer wszystko zostało już zamknięte. Dał jej dom, zostawił udziały, próbował odejść z poczuciem, że przynajmniej materialnie niczego jej nie zabraknie. Ale niespodziewana wizyta Deryi w jego biurze burzy ten pozorny spokój w jednej chwili. Kobieta przychodzi nie tylko z wiadomością, lecz z historią pełną wstydu, plotek i oskarżeń. Wyjawia Cihanowi, że Hancer zaczęła pracować jako sprzątaczka, a sąsiedzi już szepczą, że dawna synowa potężnego rodu Develioglu została zmuszona do sprzątania cudzych domów.

Dla Cihana to cios, którego się nie spodziewał. Przez chwilę próbuje zachować chłód i dystans, powtarzając, że ich drogi się rozeszły, a każdy sam wybiera swoje życie. Jednak Słowa Deryi trafiają dokładnie tam, gdzie najbardziej bolą, gdy Derya zaczyna opowiadać o niebezpiecznych miejscach pracy, o placach budowy, o mężczyznach patrzących na piękną, samotną Hancer i o plotkach, które mogą zniszczyć nazwisko Develioglu. W Cihanier budzi się coś więcej niż zwykła troska – to niepokój, zazdrość i poczucie winy, którego nie potrafi już ukryć. A kiedy Derya wychodzi z biura z pieniędzmi, po które rzekomo wcale nie przyszła, Cihan zostaje sam. Przed nim leżą dokumenty, obowiązki i świat, który powinien kontrolować, ale jego myśli są już gdzie indziej – przy Hancer, kobiecie, którą próbował zostawić za sobą, a o której los nadal nie pozwala mu zapomnieć.

Niespodziewana wizyta Deryi w biurze
W gabinecie Cihana panowała cisza, jaką można było spotkać tylko w miejscach, gdzie decyzje miały większą wagę niż zwykłe Słowa. Za wysokimi oknami miasta nie było widać w pełni – jedynie jego odbicie w szkle: rozmazane, chłodne, odległe. Na ulicach życie toczyło się swoim rytmem, ale tutaj, wśród ciemnego drewna, skórzanych foteli i dokumentów ułożonych z niemal wojskową precyzją, czas zdawał się płynąć inaczej: wolniej, ciężej. Cihan Develioglu siedział za biurkiem, pochylony nad aktami, lecz jego wzrok od kilku minut nie poruszał się po żadnym zdaniu. Dłoń trzymała pióro, ale pióro nie dotykało papieru. Od czasu rozstania z Hancer wiele rzeczy w jego życiu wyglądało na uporządkowane tylko z zewnątrz: firma działała, ludzie kłaniali się z szacunkiem, dom wciąż nosił jego nazwisko, ale w środku, tam gdzie kiedyś miał pewność, została pustka, której nie potrafił nazwać.
Właśnie wtedy drzwi do gabinetu otworzyły się po krótkim, nerwowym stuknięciu. Sekretarka nie zdążyła nawet wejść pierwsza – do środka niemal wpadła Derya. Miała na sobie płaszcz, który wyglądał, jakby założono go w pośpiechu, i torebkę ściśniętą pod pachą tak mocno, jakby ukrywała w niej cały ciężar swoich pretensji. Jej twarz była napięta, ogen szeroko otwarte, a ruchy przesadnie dramatyczne. Od progu rozejrzała się po gabinecie, jakby chciała upewnić się, że niki obcy nie usłyszy tego, co przyszła powiedzieć. Sekretarka zatrzymała się za nią, wyraźnie zakłopotana.
— Panie Cianie, pani Derya przyszła bez umówienia. Powiedziała, że to bardzo pilne….