- C ratuje Hanser w ostatniej chwili. Kto odkręcił gaz, gdy spali? Spokojna noc w rezydencji zamienia się w koszmar, którego Cio i Hanser nigdy nie zapomną. Gdy oboje śpią w swojej sypialni, niewidzialne niebezpieczeństwo zaczyna wypełniać dom. C budzi się z trudem, nie mogąc złapać oddechu i z przerażeniem odkrywa, że Hanser leży obok niego nieprzytomna.
- Wce osłabieniem, bólem i paniką robi wszystko, by uratować ukochaną kobietę, zanim będzie za późno. Ale prawdziwy szok przychodzi dopiero później. W kuchni C odkrywa, że wszystkie kurki kuchenki gazowej zostały maksymalnie odkręcone. Hanser stanowczo twierdzi, że przed snem wszystko dokładnie sprawdziła. To oznacza jedno.
- Ktoś zakradł się do domu w środku nocy i próbował pozbawić ich życia, gdy byli całkowicie bezbronni. Kto mógł dopuścić się tak przerażającego czynu? Czy był to zaplanowany atak, czy początek jeszcze większej intrygi? i czy zdoła ochronić Hanser przed osobą, która ukrywa się znacznie bliżej niż mogliby przypuszczać. Noc w rezydencji była cicha, zbyt cicha.
- Taka cisza nie przynosiła ukojenia, lecz zdawała się leżeć na ścianach jak ciężka, niewidzialna zasłona. Dom, który za dnia oddychał głosami, krokami, szelestem sukien, odgłosem rozmów dobiegających z salonu i kuchni, teraz wydawał się obcy. W korytarzach nie poruszał się nawet cień.
- Marmurowe schody lśniły słabo w bladym świetle księżyca, a wielkie okna odbijały jedynie nieruchome kontury nocy. W sypialni o różowych ścianach panował półmrok. Delikatne zasłony były zaciągnięte, lecz przez ich miękką tkaninę przeciskała się cienka smuga światła z ogrodu. Na łóżku z metalową ramą z Palią i Hanser.
- Ich oddechy, przynajmniej na początku, były spokojne, zsynchronizowane z rytmem nocy. Hanser, ubrana w jasnoturkusową piżamę leżała wtulona w męża, jakby nawet we śnie szukała w nim bezpieczeństwa. Jej twarz była blada, spokojna, niemal dziecięco bezbronna. C obejmował ją ramieniem. Miał na sobie ciemnogranatową bluzkę z długimi rękawami, a jego dłoń spoczywała na jej ramieniu w geście czułości, którego nie przerwał nawet sen.
Wyglądali jak ludzie, którym po długim czasie bólu udało się wreszcie odnaleźć chwilę ciszy. jak dwoje ocalałych po burzy, którzy zamknęli oczy, wierząc, że najgorsze minęło. Ale tej nocy najgorsze dopiero nadchodziło. Pierwszy obudził się Cą niegwałtownie, nie od razu z krzykiem. Najpierw tylko poruszył się niespokojnie, jak człowiek, [muzyka] którego organizm wyczuwa zagrożenie, zanim umysł potrafi je nazwać. - Jego brwi drgnęły, potem ściągnęły się lekko. Przez chwilę próbował dalej spać, ale coś było nie tak. Powietrze w pokoju stało się ciężkie. Nie miało już tej zwyczajnej nocnej chłodności. Było gęste, drażniące, jakby każdy oddech zamiast przynosić ulgę odbierał mu siły. Cio otworzył oczy. Przez kilka sekund patrzył nieruchomo w ciemność, nie rozumiejąc, co się dzieje.
- Czuł ucisk w głowie. Gardło miał suche, jakby ktoś wsypał mu do ust popiół. spróbował głębiej zaczerpnąć powietrza, ale zamiast ulgi poczuł nagłe pieczenie w klatce piersiowej. Zamknął oczy, skrzywił się z bólu i odruchowo przycisnął dłoń do mostka. Hanser wyszeptał niemal bezgłośnie. Nie odpowiedziała jeszcze przez moment sądził, że to tylko zły sen, że może jest przemęczony, że ciało reaguje na napięcie ostatnich dni, że zaraz wszystko minie.
- Ale nie mijało. Przeciwnie, z każdą sekundą słabość narastała. W głowie szumiało mu tak, jakby stał na skraju przepaści, a pod nim huczało morze. Poruszył ramieniem Hanser. Hanser, kochanie, obudź się. Jej ciało było bezwładne. Co uniósł się na łokciu. W tym jednym geście było już coś więcej niż niepokój.
- Był pierwszy błysk strachu. Pochylił się nad żoną i spojrzał na jej twarz. Hanser miała zamknięte oczy, usta lekko rozchylone, ale nie poruszyła się ani trochę. Jej spokojna bezwładność nie miała nic wspólnego ze snem. Hanser powtórzył głośniej. Dotknął jej policzka. Był chłodny, zbyt chłodny. Serce Ciana uderzyło mocniej. tak boleśnie, jakby ktoś ścisnął je w garści.
- Potrząsnął ją delikatnie za ramię. Hanser, otwórz oczy. Słyszysz mnie? Hanser, nic. W pokoju panowała taka cisza, że Cią słyszał własny przyspieszony oddech. Nagle zdał sobie sprawę, że ten oddech jest nierówny, rwany, niezdrowy. Próbował wciągnąć powietrze, lecz płuca zareagowały gwałtownym kaszlem. Raz, drugi, trzeci.
- Kaszel wyrwał się z niego brutalnie, jakby ciało chciało wypchnąć z siebie coś trującego i wtedy zrozumiał. Gaz, ta myśl nie pojawiła się spokojnie. Nie przyszła jako logiczny wniosek. Uderzyła w niego jak piorun. Gaz. Cion zerwał się gwałtownie, ale natychmiast zakręciło mu się w głowie. Świat zakołysał się niebezpiecznie.
- Ściany sypialni, różowe i miękkie w świetle nocy, nagle stały się jak obce odległe plamy. Musiał oprzeć się jedną ręką o materac, drugą złapał się za głowę. Nie wyszeptał. Nie, nie, nie. Jeszcze raz pochylił się nad Hanser, tym [muzyka] razem w panice. Hanser, obudź się. Proszę cię, obudź się. Hansel potrząsał jej ramieniem coraz mocniej, lecz ona pozostawała nieruchoma.
- Congu jak strach rozrywa mu wnętrze. To nie był zwykły lęk. To było przerażenie człowieka, który patrzy na ukochaną osobę i widzi, że życie wymyka się z niej cicho, bez walki, bez krzyku, bez pożegnania. Nie rób mi tego. Mówił drżącym głosem. Hanser, słyszysz? Nie wolno ci. Nie teraz, nie po tym wszystkim.
- Kaszel znów ścisnął mu gardło. Cion zgiął się w pół, dławiąc się powietrzem, którego nie dało się oddychać. Złapał się za klatkę piersiową, potem za głowę. Bolało go wszystko. Płuca, skronie, brzuch, mięśnie. Ale najgorszy był ten ciężar w świadomości. Jeśli natychmiast czegoś nie zrobi, straci ją. straci Hanser, a tego nie mógł dopuścić.
- Zsunął się z łóżka bardziej niż wstał. Stopy dotknęły podłogi, ale nogi miał słabe jak po długiej chorobie. Przez moment chwiał się, próbując złapać równowagę. Każdy krok w stronę okna wydawał się walką. Pokój zdawał się wydłużać, oddalać, jakby okno było nie kilka kroków dalej, lecz na końcu ciemnego tunelu.
- Jeszcze tylko wyszeptał do siebie, jeszcze trochę dotarł do okna i przez chwilę nie potrafił podnieść rąk. Palce miał ciężkie, nieposłuszne. Zacisnął zęby, z całej siły chwycił klamkę. Szarpnął raz, okno nie ustąpiło. Szarpnął drugi raz, mocniej, [muzyka] prawie z rozpaczą. Wreszcie skrzydło otworzyło się szeroko, a do sypialni wdarło się świeże, chłodne powietrze.
- C niemal rzucił się ku niemu, oparł dłonie na parapecie i wciągnął powietrze tak łapczywie, jak człowiek wynurzający się spod wody. Kaszel szarpał nim nadal, ale świeżość nocy zaczęła przebijać się przez duszącą truciznę. Przez chwilę stał pochylony, oddychając nierówno, z oczami pełnymi łez, nie tylko od gazu, ale od strachu.
Za jego plecami Hanser wciąż leżała nieruchomo. Ta świadomość natychmiast poderwała go z miejsca. Hanser odwrócił się i ruszył z powrotem do łóżka. Tym razem strach dał mu siłę, choć ciało było na granicy upadku. Uklęknął przy niej, odgarnął włosy z jej twarzy i zaczął głaskać ją po policzkach. Kochanie, oddychaj. Proszę, oddychaj. - Spójrz na mnie. To ja, Co. Jestem tutaj. lekko poklepał ją po twarzy. Najpierw delikatnie, potem trochę mocniej. Nie z brutalności, lecz z desperacji. Hanser, otwórz oczy. Nie możesz mnie zostawić. Jej powieki ani drgnęły. Cion zdjął z niej kołdrę, jakby sam materiał mógł ją dusić. Potem wsunął ręce pod jej plecy i próbował ją podnieść.
- Ciało Hanser było bezwładne, ciężkie w tej okrutnej bezradności. Cion zebrał siły, napiął mięśnie, ale Gaz już zdążył go osłabić. Zakręciło mu się w głowie tak gwałtownie, że świat pociemniał mu przed oczami. Zachwiał się i opadł na brzeg łóżka. Przez kilka sekund siedział tam z głową spuszczoną, łapiąc oddech. Nienawidził własnej słabości.
- Nienawidził tego, że ciało odmawiało mu posłuszeństwa właśnie wtedy, gdy musiał być silny. Obok niego Hanser leżała cicho, a ta cisza była głośniejsza niż krzyk. Nie wymamrotał. Nie poddam się. Podniósł głowę, spojrzał na nią. W jego oczach pojawiło się coś twardego, niemal dzikiego. Miłość zamieniła się w wolę walki.
- Słyszysz mnie? Hanser [muzyka] powiedział, jakby mogła go usłyszeć. Wyniosę cię stąd, choćbym miał upaść razem z tobą. Wyniosę cię. Zaczerpnął powietrza z trudem. Potem jeszcze raz wsunął ręce pod jej ciało. Tym razem nie pozwolił sobie na wahanie. Najpierw uniósł jej ramiona, potem plecy, wreszcie całe ciało.
- Hanser opadła bezwładnie na jego pierś. Jej głowa przechyliła się na bok, włosy musnęły jego szyję. C ją zadrzał. Trzymaj się mnie wyszeptał, choć wiedział, że ona nie może go trzymać. Proszę, tylko się trzymaj. Podniósł ją na ręce. Pierwszy krok był najtrudniejszy. Kolana ugięły mu się niemal natychmiast. Przez moment bał się, że oboje runą na podłogę, ale przycisnął Hanser mocniej do siebie i ruszył ku drzwiom.
- Każdy ruch był powolny. Ostrożny, bolesny, nie mógł pozwolić, by jej głowa uderzyła o framugę, by osunęła się z jego ramion, by stracił równowagę. wyszedł z sypialni na korytarz. Powietrze było tam niewiele lepsze. Gaz musiał rozprzestrzenić się po domu. Con czuł go w gardle, w płucach, w oczach.
- Schody prowadzące na parter wydawały się teraz przerażająco stromy. Zwykle pokonywał je bez zastanowienia. Tej nocy każdy stopień był jak próba życia i śmierci. Jeszcze trochę. Szeptał. Jeszcze trochę Hanser. Zaraz będziemy na dole. Zszedł na pierwszy stopień, potem na drugi. Ręką na ile mógł opierał się o poręcz, ale nie mógł puścić żony.
- Jej ciało spoczywało na nim całym ciężarem. Cion zaciskał szczęki tak mocno, że aż bolały go skronie. Pod spływał mu po czole. Choć noc była chłodna, w połowie schodów musiał się zatrzymać. Przymknął oczy. Przez sekundę miał wrażenie, że odpływa, że ciało zaraz przegra z trucizną. Ale wtedy poczuł policzek Hanser przy swojej piersi.
- Poczuł jej bezwładną rękę opadającą wzdłuż jego ramienia. I tu go odsuciło. Nie powiedział ostrzej. Nie dzisiaj. Ruszył dalej. Na parterze światło księżyca odbijało się w marmurze. Dom wyglądał pięknie i zimno, jak pałac bez duszy. C minął salon, przeszedł przez przestrzeń, w której za dnia toczyły się rozmowy, spory, rodzinne napięcia i pozorne uprzejmości.
- Teraz nie było tam nikogo, kto mógłby pomóc, nikogo, [muzyka] kto usłyszałby jego wołanie. Nikogo, kto mógłby zobaczyć, że dwoje ludzi właśnie walczy o życie, dotarł do drzwi prowadzących na taras. Otworzył je strudem, barkiem, niemal popychając całym ciałem. Chłodne powietrze uderzyło go w twarz. Nigdy wcześniej noc nie pachniała tak cudownie.
- Ogrodem, wodą z basenu, wilgotnym [muzyka] kamieniem, wolnością. Cong wyniósł Hanser na zewnątrz, na tarasie, niedaleko basenu, opadł na kolana. Nie położył jej jednak na zimnej posadzce od razu ostrożnie oparł jej wiotkie ciało o swoje uda, jakby była najcenniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek trzymał w ramionach. Jego dłonie drżały, gdy odgarniał włosy z jej twarzy.
- Hanser powiedział głosem tak złamanym, że sam go nie rozpoznał. Proszę cię, chwycił jej nadgarstek i przyłożył palce do miejsca, gdzie powinien wyczuć puls. Nic. Albo może był zbyt słaby, by go poczuć. Nie, nie, nie, to niemożliwe. Przesunął palce, nacisnął delikatniej, potem mocniej. Serce waliło mu tak głośno, że nie potrafił odróżnić własnego rytmu od jej pulsu.
Nie, Hanser, nie rób mi tego. Nie możesz, nie możesz odejść. Słyszysz mnie? Nie możesz mnie zostawić. Pochylił twarz do jej ust. Chciał poczuć oddech, choćby najmniejszy, choćby cień ciepła na policzku. Przez pierwszą sekundę nie poczuł nic. Świat zatrzymał się. Basen za nimi był nieruchomy. Drzewa milczały. Noc nie miała dźwięku. - Cą poczuł jak coś w nim pęka. Nie wyszeptał. Nie, to niemożliwe. Przybliżył się jeszcze bardziej, niemal dotykając jej warg własnymi. I wtedy tak delikatnie, że mógł to pomylić z ruchem powietrza, poczuł słaby oddech. Bardzo słaby, ale był. Cion zamarł. Potem gwałtownie wrócił palcami do jej nadgarstka. Tym razem wyczuł delikatne, nieregularne uderzenie.
- Jedno, potem drugie, żyła, co sukur wyrwało mu się z ust z głębi serca. Dzięki Bogu, dzięki Bogu zamknął oczy, a łzy spłynęły mu po policzkach bez wstydu. Pochylił się i pocałował Hanser w głowę, w jej włosy, w czoło, jakby chciał własnymi ustami przywołać ją z powrotem do świata żywych. Jesteś ze mną? szeptał. Słyszysz? Jesteś ze mną. Nie pozwolę ci odejść nigdy.
- Przytulił ją mocno, ale ostrożnie. Jej ciało było nadal bezwładne. Jednak teraz wiedział, że walczy, że gdzieś pod tą przerażającą ciszą tli się życie. A dopóki tliło się życie, miał siłę. Minęło kilka chwil, które wydawały się wiecznością. Wreszcie Hanser poruszyła lekko głową. Najpierw był to tylko drobny ruch, prawie niezauważalny.
- Potem jej palce drgnęły. C natychmiast odsunął się odrobinę i spojrzał jej w twarz. Hanser, kochanie, jej powieki zadrzały. Otworzyła oczy, ale spojrzenie miała mętne, zagubione, jakby wracała z miejsca bardzo dalekiego i nie wiedziała, gdzie jest. spróbowała coś powiedzieć, ale z jej gardła wydobył się tylko kaszel.
- Ostry, bolesny, łamiący jej drobne ciało. Cong podtrzymał ją natychmiast. Spokojnie, oddychaj powoli. Jesteś na zewnątrz. Już dobrze. Już jesteś bezpieczna. Hanser kaszlała jeszcze przez chwilę, potem złapała powietrze i rozejrzała się nieprzytomnie. Jej oczy zatrzymały się na twarzy ciana. Co wyszeptała słabo: “Co co się dzieje? Ten dźwięk, jej głos był dla niego jak cud. Jestem tutaj.
- ” Powiedział natychmiast. “Jestem przy tobie. Dlaczego jesteśmy na zewnątrz?” zapytała, [muzyka] próbując podnieść głowę. Nie ruszaj się. Jeszcze nie. [muzyka] Cong pomógł jej usiąść. Ostrożnie przeniósł ją bliżej ganku i oparł o niski murek przy filarze, tak aby plecy miała stabilnie podparte. Hanser była blada, osłabiona.
- Trzymała dłoń przy głowie, jakby każdy ruch sprawiał jej ból. Posłuchaj mnie powiedział CO klękając przed nią. Musisz tutaj zostać. Nie wstawaj. Nie próbuj wracać do domu, rozumiesz? Spojrzała na niego z lękiem. A ty dokąd idziesz? Muszę sprawdzić kuchnię. Ciją nie chwyciła go słabo za rękaw. Nie zostawiaj mnie. Te słowa ugodziły go w serce.
- [muzyka] Widział strach w jej oczach. Strach dziecka obudzionego w ciemności, kobiety wyrwanej ze śmierci i postawionej nagle wobec czegoś, czego nie rozumiała. Ujął jej twarz w dłonie. Wrócę. Przysięgam. Zostaniesz tutaj. Będziesz oddychać świeżym powietrzem i poczekasz na mnie. Nie zamykaj oczu. Patrz na mnie. Hanser.
- Boję się. Wiem. Ja też się boję, ale muszę sprawdzić skąd to się wzięło. Muszę zamknąć gaz, jeśli ktoś jeszcze jest w domu. Jeśli zagrożenie nadal tam jest. Nie dokończył. Nie chciał jej bardziej przerażać. Pocałował ją krótko w czoło. Zaraz wrócę. Wstał i ruszył z powrotem do domu. Gdy tylko przekroczył próg, duszący zapach uderzył go ponownie.
- C zakrył usta rękawem, choć wiedział, że to niewiele pomoże. Biegł, ale jego bieg był nierówny, chwiejny, rozpaczliwy. Przeszedł przez salon, minął korytarz i wpadł do kuchni. Tam prawda czekała na niego w milczeniu. Nowoczesna kuchenka gazowa lśniła w półmroku. Wszystkie kurki były odkręcone. Nie jeden, nie dwa.
- Wszystkie maksymalnie Cion stanął jak wryty. Przez sekundę patrzył na to, co widział i nie potrafił przyjąć znaczenia tego obrazu. To nie był przypadek. Nie mogło być. Nikt przypadkiem nie odkręca wszystkich palników. Nikt przez nieuwagę nie zostawia całej kuchenki otwartej na noc, kiedy w domu śpią ludzie. Ktoś to zrobił. [muzyka] Ktoś wszedł do kuchni, przekręcił kurki i odszedł, zostawiając ich na śmierć.
- Cion poczuł zimno, którego nie miało nic wspólnego z nocą. Kim jesteś? Wyszeptał patrząc na kuchenkę. Kto mógł zrobić coś takiego? Nie było czasu na myślenie. Szybko doskoczył do kuchenki i zaczął zakręcać palniki. Jeden po drugim ręce mu drżały, ale ruchy były stanowcze. Gdy ostatni kurek wrócił na miejsce, C oparł się o blat.
- Wtedy ciało znów przypomniało mu, że nie jest niezniszczalny. [muzyka] Silny kaszel wstrząsnął nim gwałtownie. Zbiął się w pół, [muzyka] trzymając się za brzuch. Ból skręcił mu wnętrzności, jakby trucizna jeszcze raz próbowała rzucić go na kolana. Przez chwilę nie mógł oddychać. Oparł czoło o chłodny blat, zacisnął oczy i walczył, by nie stracić przytomności.
- Nie teraz. Wychrypiał. Jeszcze nie. Myśl o Hanser czekającej na zewnątrz poderwała go z miejsca. Zatoczył się lekko, ale ruszył z powrotem. Po drodze otwierał drzwi i okna, ile tylko zdołał, by wpuścić do domu powietrze. Nie robił tego już z ostrożnością gospodarza, lecz z desperacją człowieka, który wie, że właśnie dotknął czegoś mrocznego.
- Na tarasie Hanser siedziała tam, gdzie ją zostawił. Jej twarz była nadal blada, lecz oczy miała otwarte. Kiedy zobaczyła Ciana, spróbowała się podnieść. Nie wstawaj! Powiedział od razu, podchodząc [muzyka] do niej. Prosiłem cię. Co się stało? Zapytała słabym, łamiącym się głosem. Co, co mi się stało? usiadł przy niej tak blisko, jakby bał się, że jeśli odsunie się choć na chwilę, los znów mu ją odbierze.
- Ujął jej twarz w dłonie. Przez moment nie odpowiadał. Patrzył na nią, na jej oczy, na drobne ślady łez w kącikach powiek, na usta wciąż drżące po kaszlu. Zatrułaś się gazem? Powiedział cicho. Hanser zamarła. Gazem? Tak. W pokoju było pełno gazu. Ja też ledwo się obudziłem, gdybym Głos mu się załamał, gdybym obudził się kilka minut później.
- Nie dokończył. Hanser przyłożyła dłoń do ust. Ale jak? Skąd gaz w sypialni? Cion spuścił wzrok na chwilę, potem znów spojrzał jej w oczy. W kuchni wszystkie kurki były odkręcone. Przez moment Hanser nie zrozumiała. Jej twarz wyrażała najpierw zdumienie, potem niedowierzanie. Wszystkie? Zapytała ledwie słyszalnie.
- Wszystkie? Nie. Pokręciła głową. Nie, to niemożliwe. Widziałem to na własne oczy. Nie, Co, to niemożliwe. Przed snem byłam w kuchni. Myłam kuchenkę. Pamiętasz? Mówiłam ci, że chcę wszystko zostawić czyste. Dokładnie ją wytarłam. Każdy palnik, każdy kurek. Sprawdziłam wszystko. Jej głos z każdą sekundą stawał się bardziej świadomy, a wraz ze świadomością wracał strach.
- Gdybym zostawiła coś odkręcone, poczułabym to. Zauważyłabym. Ja nigdy nie zostawiam kuchni w takim stanie. Nigdy. Cią [muzyka] milczał. To milczenie powiedziało jej więcej niż słowa. Hanser spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. Chcesz powiedzieć? Zaczęła. [muzyka] Ale głos ubrzązł jej w gardle.
- Chcesz powiedzieć, że ktoś? Nie wiem. Przerwał jej szybko, choć sam już wiedział. Jeszcze nie wiem. Ktoś wszedł do kuchni w nocy, wyszeptała. Ktoś odkręcił gaz. Ktoś wiedział, że śpimy na górze. Si zacisnął szczękę. Jego spojrzenie stwardniało. Hanser, nie mów mi, że to przypadek. Powiedziała nagle chwytając go za rękę.
- Proszę, nie mów mi tego tylko po to, żebym się nie bała. Ja muszę znać prawdę. zamknął jej dłoń w swojej. Prawda jest taka, że żyjemy, ale mogliśmy umrzeć. Te słowa zawisły między nimi ciężko, boleśnie, nieodwołalnie. Hanser zaczęła drżeć. Nie był to już tylko skutek zatrucia. To było drżenie duszy, która po raz pierwszy naprawdę dotknęła własnej śmierci.
- Przed oczami miała obraz siebie i ciana leżących w łóżku, nie budzących się już nigdy domu, który rankiem odkryłby ich nieruchome ciała, ludzi udających szok, płaczących lub milczących, podczas gdy gdzieś pośród nich mogłaby stać osoba, która przekręciła kurki. Co, powiedziała, a jej głos stał się niemal dziecięcy.
- Kto mógłby nas tak nienawidzić? Objął ją natychmiast. Przycisnął do piersi, jakby własnym ciałem chciał zasłonić ją przed całym światem. Nie myśl teraz o tym. Jak mam nie myśleć? Ktoś próbował nas zabić we śnie. We śnieą. Nawet nie mielibyśmy szans się bronić. Wiem, gdybyś się nie obudził, ale się obudziłem. Gdybyś nie otworzył okna, ale otworzyłem.
- Gdybyś mnie nie wyniósł, wyniosłem cię. Hanser rozpłakała się nagle cicho i rozpaczliwie. Nie był to płacz histeryczny, raczej pęknięcie wszystkich emocji, które nagromadziły się w niej w ciągu tych kilku minut między życiem a śmiercią. Cong gładził ją po włosach, po plecach, po ramionach. Jesteśmy tutaj. powtarzał. Oboje oddychamy, to jest najważniejsze.
- A jeśli ten ktoś spróbuje znowu Cią odsunął ją od siebie na tyle, by spojrzeć jej w oczy. Jego twarz była blada, zmęczona, naznaczona bólem i kaszlem, ale w spojrzeniu miał coś, czego Hanser dawno u niego nie widziała w tak czystej formie. Nieustępliwość. Nie pozwolę na to. Nie możesz być przy mnie w każdej sekundzie.
- Mogę zrobić wszystko, żeby ten ktoś nigdy więcej nie miał do ciebie dostępu. A jeśli to ktoś z domu, to pytanie przeszyło ich oboje. Cią nie odpowiedział od razu. Spojrzał w stronę rezydencji. Dom, który jeszcze wczoraj wydawał się twierdzą, teraz wyglądał jak pułapka. W oknach odbijała się noc. Za tymi ścianami ktoś mógł znać ich kroki, ich zwyczaje, ich słabości.
- Ktoś mógł czekać, obserwować, udawać niewinność. Wtedy tym bardziej musimy być ostrożni. Powiedział w końcu. Hanser otarła łzy. Ja naprawdę sprawdziłam kuchenkę. Przysięgam ci. Wierzę ci. Powiedział to natychmiast. Bez cienia wątpliwości, Hanser spojrzała na niego z bólem. Naprawdę, Hanser, znam cię. Wiem jak bardzo jesteś uważna.
- Wiem, że nie zostawiłabyś odkręconego gazu, zwłaszcza po tym, jak sprzątałaś kuchnię przed snem. Jej usta zadrzały. Bałam się, że pomyślisz. Nigdy. Przerwał jej stanowczo. Nigdy nie pomyślałbym, że to twoja [muzyka] wina. znów przyciągnął ją do siebie. Tym razem Hanser wtuliła się w niego mocniej, jakby cała jej siła wracała tylko wtedy, gdy słyszała bicie jego serca.
- Przez chwilę siedzieli tak na tarasie pod zimnym niebem przy basenie, którego spokojna tafla odbijała księżyc. Wokół nich panowała cisza, ale nie była to już zwykła cisza. Teraz miała w sobie tajemnicę, groźbę, obietnicę, [muzyka] że od tej chwili nic w tym domu nie będzie takie samo. C ją kaszlnął ponownie.
- Hanser natychmiast odsunęła się i dotknęła jego twarzy. Ty też jesteś słaby. Nic mi nie [muzyka] będzie. Nie mów tak. Widziałam jak kaszlesz. Widziałam twoją twarz. Ty też mogłeś umrzeć. Ale jestem tutaj, bo mnie ratowałeś. A kto uratuje ciebie, jeśli ty zawsze będziesz myślał tylko o mnie? Cong spojrzał na nią łagodniej.
- Ty, ja tak, ty mnie ratujesz każdego dnia, nawet jeśli tego nie widzisz. Hanser spuściła wzrok. Łzy znów zebrały się pod jej powiekami, ale tym razem były inne. Mniej przerażone, bardziej poruszone. Nie chcę cię stracić, wyszeptała. Nie stracisz. Obiecujesz? Cio ujął jej dłoń i przycisnął do swoich ust.
- Obiecuję, że zrobię wszystko, byśmy byli bezpieczni. Obiecuję, że dowiem się kto to zrobił i obiecuję, że już nigdy nie zlekceważę żadnego cienia w tym domu. Hanser skinęła głową, choć strach nie zniknął. Nie mógł zniknąć tak szybko. Nadal czuła ciężar w głowie, pieczenie w gardle i przerażającą świadomość, że ktoś mógł stać tuż obok nich, uśmiechać się przy stole, mówić zwyczajne słowa, a potem nocą przekręcić kurki gazu.
- C spojrzał jeszcze raz na dom. W jego oczach nie było już tylko troski. Był gniew. Cichy, głęboki, niebezpieczny gniew człowieka, który o włos stracił ukochaną kobietę. Ktokolwiek to zrobił, powiedział powoli, popełnił jeden błąd. Hanser podniosła na niego wzrok. Jaki spojrzał jej prosto w oczy. Nie udało mu się. Noc trwała dalej.
- Nad rezydencją wciąż wisiał księżyc. Basen wciąż odbijał jego blade światło, a powietrze na tarasie było chłodne i czyste. Ale między Canichanem i Hanser narodziło się coś nowego. Nie tylko strach, lecz także świadomość, że ich miłość właśnie przeszła próbę, której nikt nie powinien przeżyć. I choć ich ciała były osłabione, choć oddechy nadal rwały się w piersiach, choć przed nimi czekały pytania bez odpowiedzi, tej nocy jedno było pewne.
- Ktoś próbował zamienić ich sen w wieczne milczenie, a jednak oni oddychali razem. M.